Zabraniam ci zwracać się do mojego dziecka!

58

Jestem matką-masochistką. Zamiast siedzieć spokojnie w domu, ja zabieram swoje dzieci w miejsca publiczne. I co gorsze dla niektórych, pojawiamy się także w tych miejscach, które nie są specjalnie przeznaczone dla dzieci.

Byliśmy już w muzeum, które jakoś przetrwało ślizganie się na papciach, gdy pani nie patrzyła. Odwiedzamy basen i bawimy się też na głębokiej wodzie, choć niektórzy próbują tam wtedy pływać. Bywamy w kościele i nikt nie protestował, gdy nieco młodsza Lenka chodziła dookoła i głośno komentowała „A czym ten ksiądz tak macha?” (chodziło o kadzidło).

A ostatnio nawet pojawiliśmy się w RESTAURACJI. Zabraliśmy dzieci w miejsce pełne ludzi, w którym zazwyczaj robi się jedno: napełnia mianowicie brzuchy. Pech chciał, że trafiliśmy do lokalu, w którym „kącik dla dzieci” projektował ktoś, kto nie ma dzieci. Był w nim stolik, krzesło i połamane kredki. Wszystkie, co do jednej. Dla każdego rodzica, który musi czekać ze swoimi maluchami w restauracji dłużej niż kwadrans, każda minuta dłuży się w nieskończoność. I wtedy zrobiłam coś karygodnego. Niewybaczalnego. Dałam dziecku telefon żeby obejrzało sobie bajki.

Naprawdę, byliśmy dyskretni. Tym razem nie śpiewała na cały głos „Mommy finger, mommy finger” razem z piosenką. Włączyła sobie spokojną bajkę i oglądała. Może tam i wydobywał się jakiś głos z telefonu, ale na pewno cichszy niż rozmowy innych wokół. Pech chciał, że przy kolejnym stole siedział ktoś, kto dziesiątki lat temu miał chyba styczność z dziećmi. Nie minęło kilka minut (Lenka cały czas oglądała bajki, które wyrodna matka jej włączyła) gdy nagle usłyszałam, że do mojej córki odzywa się sąsiadka ze stolika obok:

– Mogłabyś wyłączyć te bajeczki, tutaj się je, a nie ogląda. Dzieci w ogóle nie powinny oglądać bajek, bo się oczy psują.

Lenka spojrzała na mnie niepewnie. Już, już zaczęła odkładać telefon (po co ja ją dobrze wychowałam?..), kiedy odezwała się we mnie lwica:

– Dziękuję za troskę, a czy pani dźwięk przeszkadza?

– No nie… tylko kto to widział w restauracji oglądać bajki.

– To proszę uprzejmie pilnować swojego talerza, a jeśli ma pani jakieś zastrzeżenia, to zwracać się do mnie, a nie do dziecka. – odpowiedziałam, dziękując Bogu, że kelner właśnie przyniósł parujące dania.

Słyszałam jeszcze, jak pani komentuje swojemu towarzyszowi, że kiedyś to dzieci się bawiły, a nie bajki oglądały. Ale już nie reagowałam, choć miałam ochotę powiedzieć, że dawniej restauracji nie było, tylko bary mleczne.

A ja jednak przypadkowym wychowawcom mojej córki mówię zdecydowane „Nie!”. Przecież doskonale wiem, że z nadmiaru bajek nic dobrego nie wynika. Może ta pani nie wiedziała, że kontroluję, co robi moja pięciolatka i też dbam o jej zdrowie. Mój sprzeciw budzi tylko to, iż nie życzę sobie, aby ktoś wychowywał mi dziecko i strofował je, choćby nawet zrobiła coś złego! Ja rozumiem troskę i cieszy mnie, że reagujemy, gdy dziecku dzieje się krzywda. Oczywiście, trzeba być czujnym, bo rodziców-wariatów, chcących wyrządzić dzieciom krzywdę nie brakuje.

Ale trzeba rozróżnić tę troskę ją od bezsensownego, domorosłego wychowawstwa, które niektórzy wciąż chcą stosować na cudzych dzieciach, bo ich własne już dawno wyrosły. Nieraz widziałam, jak obcy ludzie karcą obce dzieci, żeby nie wchodziły do kałuż czy nie biegały tak szybko. I to nieśmiertelne, skierowane ZAWSZE do dziecka: „Gdzie masz czapeczkę?”. Niektórzy za bardzo biorą sobie do serca powiedzenie „Mama nie wychowała, to ulica wychowa”…

Przepraszam, ze mną to nie przejdzie. Może nie jestem nieomylna i popełniam błędy, ale jedynym momentem, w którym chcę usłyszeć upomnienie od obcego człowieka jest chwila, w której będę robić dziecku krzywdę. Nie protestowałabym też, gdyby ktoś ochrzanił mi dziecko, jeśli rzuciłoby się na kogoś z pięściami czy sypnęło piaskiem w oczy. Ale takie rzeczy nam się nie zdarzają. Jako matka ciągle gryzę się w język, bo czyjś maluch zwyczajnie przegina. Ale kim jestem, żeby go strofować? Kto dał mi takie prawo? Od czego ma rodziców? Jeśli ich nie słucha to, mnie, obce, chyba tym bardziej zagra na nosie.

Kiedy ktoś ochrzania moje dziecko, to działa to na mnie jak płachta na byka. Niezależnie, czy ma rację, czy nie. Zawsze to łatwiej uderzyć w dziecko. Jeśli ktoś atakuje moje metody wychowawcze, zawsze się bronię. Ale jak obroni się dziecko? Ma tylko nas. Skoro postanowiłam zostać rodzicem, to tak jakbym złożyła przysięgę „Wychowam”. Uwierzcie mi, wychowam!

58 komentarzy

  1. Z jednym się nie zgodzę, jeśli jakieś dziecko przekraczałoby moje granice, powiedziałabym mu o tym. Po to, żeby miało świadomość, że są inni ludzie, jeśli na przykład rodzic nie wyznacza mu granic, to kiedyś społeczeństwo musi dać takiemu dziecku informację zwrotną. Co do oglądania bajki – nigdy by mi do głowy nie przyszło, aby w takiej sytuacji się wtrącać. Niektórzy chcą w ten sposób nadać sobie znaczenia i dowartościować się cudzym kosztem. Innymi kieruje zazdrość.

  2. OK. To ja w takim razie zabraniam ci wychodzić z domu z dziećmi. Dzieci to dzieci, kiedyś dorosną, może w międzyczasie nauczą się zasad zachowania w społeczeństwie, faktycznie możemy dać im spokój. Natomiast ty… Boli cię, że świat nie chce być przedszkolem dla twojego dziecka? I bardzo dobrze, jeśli nie umiesz działać tak, by każdy był zadowolony. Wyobraź sobie, że są msze święte specjalnie DLA DZIECI, a także muzea organizują zajęcia dla najmłodszych. Pozwól, że ci przypomnę: mamy 2017 rok. Miejsca, które wg ciebie „nie są specjalnie przeznaczone dla dzieci”, mają dla dzieci odpowiednią ofertę. Ale nie – ty koniecznie musisz pokazać, że masz dziecko, które – wow! – zachowuje się jak dziecko w świecie dorosłych, do tego jeszcze w sytuacjach z definicji trudnych i wymagających zachowania pewnych norm – także od dorosłych. Masz szczęście, że do tej pory nikt nie zwrócił ci uwagi. Ludzie są jednak bardzo wyrozumiali.

    Dorośli na mszy dla dorosłych przede wszystkim modlą się i nie jest im do tego potrzebna atencyjna matka z dzieckiem.
    Do muzeum idę, żeby zobaczyć wystawę, dowiedzieć się czegoś. Nie potrzebuję do tego atencyjnej matki z dzieckiem.
    Do restauracji idę po to, żeby zjeść i w spokoju porozmawiać. Z innymi dorosłymi. Jeśli będę potrzebować atencyjnej matki z dzieckiem, pójdę na plac zabaw. Albo do najbliższego maka.
    Gdybyś tylko dorosła do swych lat, a przede wszystkim do swojej życiowej roli, wiedziałabyś, że można pogodzić wszystkie strony. Tylko o czym wtedy pisałabyś na blogu?

    • I z czego ja bym żyła? Czy ja bym musiała iść do uczciwej roboty? Nieee. To już wolę pisać i denerwować uczciwie pracujących ludzi.

  3. Super to opisałaś, zwłaszcza słowo ” przypadkowi wychowawcy ” utkwiło mi w pamięci. Będę je teraz używać częsciej w moim słowniku.

  4. NA szczescie nie bylam w takiej sytuacji ale pewnie dlatego ze nie wychodze z dziecmi do ludzi tylko jedynie na plac zabaw..

  5. Okropni ludzie, jeszcze cos tam szepta do swojego towarzysza gdzies w mijesu publicznym to tak jakbys conajmniej dawala dziecku narkotyki do jedzenia zamiast kotleta

    • NA kotleta tez by pewnie cos gadala, takie typy ludzi juz tam maja, ze zawsze widza cos zlego i cos do czego mozna sie doczepic, kotlet to przeciez tez zlo! Dzieci umieraja jak zjedza smarzone mieso a nie zielona salate.

  6. Mam wrazenie ze tacy ludzie to maja jakies kompleksy nizszosci albo chca wychowyc cudzedzieci bo swoich nie wychowali. Pisze tak dlatego ze moja ciotka ktora ma synow jeden bezrobotny alkoholik ktory ma 35 lat a nadal siedzi u niej na garnuszku , drugi siedzi we wiezieniu za rozboje i kradzieże a sama ona ma najwiecej do powedzenia w kwestii wychowania i zawsze musi cos powedziec . Nie chce byc chamska i tylko z szacunku do jej wieku nigdy sie nic nie odzywam ale dobrze ze moge sie wyzalic i wyzucuc to z siebie wlasnie tutaj.

  7. mama tosi on

    świetny post, jak zwykle podalam mnostwo argumentow i jeszcze wiecej niz sobie moglam pomyslec zanim cos tu napisalam. Brawo za asertywnosc .

  8. czasem nawet chcialabym zeby ktos zwrocil uwage mojemu dzieckunp w sklpie czy urzedzie pocztowym, moje dziekco mnie nie slucha a jak ktos obcy czasem cos mu powie, niegroznie wiadom owidzi jaka jestm bezradna i zflustrowana to dziekuje za zwrocenie uwagi zeby choci na chwile bylo spokojne.

  9. marcela on

    Nasze dziecko nie rozstaje sie z tabletem i telefonem, czesto je pouczam ze to zle dla oczu ze zle bo lepiej pobiegac, pobawic sie z dziecmi, ale widomo ze technologi jest czasem silniejsza, jest to nie uniknione w naszym swiecie, zlaszcza ze dzieci widza cigla rodzcow z telefonem lub komputerem.

  10. Fajnie masz że jak włączysz telefon to Ci siedzi i grzecznie w niego patrzy, moje jest nie do ujarzmienia, zwlaszcza w obcym miejscu gdzie tyle nowych rzeczy do zwiedzenia, dotkniecia, zepsucia …. itp…

  11. natalia on

    Zdecydowanie ejstem za tym żeby nikt sie nie interesowal moim dzieckiem oprocz mnie, bo inni ludzie interesuja sie tylko wtedy jak jest pod konktrola, o glupi telefon sie czepiaja ale jakby moje dziecko mialo trzasna auto na ulicy to nikt by nie pobiegli je nie uratowal. Takze mam w nosie innych i niech inni maja w nosie to co ja robie z mlimi dziecmi.

  12. A co być powiedziala na sytuacje gdzie jedno dziecko drugie uderzylo na placu zabaw i dziecko uderzajace dostalo w tylek od rodzica dziecka uderzonego ???? Taka sytuacja u mnie na placu zabaw :/

    • Oj to by się działo na placu zabaw. Mogłoby się skończyć nawet sądem za naruszenie nietykalności cielesnej. I ten rodzic zapamiętalby do końca życia że nie wychowuje się cudzych dzieci. Wychowuje się swoje i uczy się je bronić lub idzie się do rodzica niegrzecznego dziecka i próbuje rozmawiać.

  13. Wlasnie w takich sytuacjach najbardziej obawalm sie ze moje dzieck opomysli ze jestm zle wychowywane albo ze jego mama zle go ubiera, tzn niestosownie do aury. nie wiem co mam wtedy mu powedziec zeby nie wyszlo ze ma zla mame

  14. lucynah on

    Jestem tego samego zdania co ty, moje dzieck owiec moj problem , nie ma co sie patyczkowac z takimi ludzmi ktorzy zyja zyciem innych a nie swoim.

  15. Ewelina on

    Nie jestem asertywna moje dzieci,gdy zamrugają swoimi pięknymi oczkami zamrugają to im ulegam.Ulegam ludziom by ich nie urazić,lecz gdy ktoś wkracza na moje terytorium,podważa kompetencje,a nie daj Boże powie coś nie tak o moim dziecku to biada.Szlak trafia moją grzeczność ulegliwość. Po prostu bronię nas i nie ma zmiłuj się…Podziwiam twoją postawę,zrobiłabym to samo,pozdrawiam mama czwórki wspaniałkych pociech.

  16. Magdalena on

    Zgadzam sie I nie zgadzam sie. Uwaga pani byla kompletnie nie na miejscu, owszem. Tym bardziej, ze ty bylas blisko. ALE pamietam, ze ja jako dziecko szlam np na pobliski plac zabaw z grupa znajowych I bylismy w przedziale wiekowym 6-10 lat. Szlismy niby sami, dlatego wlasnie, ze nasi opiekunowie wiedzieli, ze kazdy przechodzen, dorosly bedzie mial na nas oko. ‚Czekajcie, samochod jedzie’, ‚Nie skacz po tej drabince bo sobie zeby wybijesz’, ‚nie przebiegaj pod hustawka bo moze cie kopnac, nie ma jak na niej wychamowac’. Itd. Itp. Teraz sie tego nie spotyka, wlasnie przez wieczne pretensje matek, przez uczenie dzieci BRAKU szacunku do obcych ( nie wciskaj nosa, nie twoja sprawa). W tej kwestii mam bardzo mieszane uczucia.

    • To co piszesz to jest chronienie dzieci a nie bezczelne zwracanie uwagi i bynajmniej u mnie na placu zabaw tak jest ale przeważnie zna się rodziców tych dzieci i same dzieci.

  17. Barbara on

    Ta pani przesadziła, ale nie dajmy się zwariować. Są sytuacje kiedy dziecku trzeba zwrócić uwagę. Nie mówię o maluszkach, ale…Ostatnio byłam na festynie z babcią. Babcia pod osiemdziesiątkę, więc poszliśmy wcześniej, żeby mogła usiąść na ławeczce. Sama festynów nie znoszę, ale dla babci to zawsze jakaś rozrywka. Ławki były bez oparć, a tu nagle prawie na plecach babci siada sześciolatka. Traktując plecy babci jak oparcie fotela. Raz po raz wstaje i siada z impetem poszerzając miejsce do siedzenia. Byłam w szoku…Okazało się, że mamusia siedzi za nami i całkowicie aprobuje co robi córeczka. Z zachwytem, bo sobie dziecko tak dobrze radzi. I co, reprymendę dostała jedna i druga. Co ważne matka się po czasie zmieszała (choć było oburzenie, bo przecież to tylko dziecko. No do cholery, ale nie moje…!), a dzieciak nie bardzo. Dopiero po drugiej ostrej interwencji matka ją siłą zdjęła z ławki. No ręce opadają…Żadna przyjemność szarpać się z czyimiś dziećmi, ale też żadna przyjemność być obiektem ich bezstresowego wychowania…Dziecko musi wiedzieć, że nie jest pępkiem świata. Nie nauczy go tego rodzic, to prędzej czy później nauczy ktoś inny. Czy sobie tego rodzic życzy czy nie.

  18. Ja robię to samo. Jeszcze nikt mi na szczęście nie zwrócił uwagi, ale pewnie w ten sam sposób bym skomentowała zaczepki. Ja jeszcze dodatkowo zawsze mam przynajmniej dwa resoraki, bo Dawid je uwielbia i od razu go zajmują na długi czas. Często bajki w telefonie ratują sytuację i nie powinno to nikogo dziwić.

  19. Ze mna tez by nie przeszlo, stanelabym murem za moim dzieckiem zwlaszcza ze to ja dalam telefon do pogladania bajek, nikt nie ma prawa strofowac za to mojego dziecka noz cholera jasna nikt nie ma prawa tylko ja , ja matka , rodzic.

  20. sandra on

    Moje dziecko moja sprawa. Jestem rodzcem i wiem co jest najlepsze dla mojego dziecka. Ale wierze ci ze sa tacy ludzie krwiopijcy bo sama mialam nie raz przypadek podobny do twojego . Coż trzeba nauczyc sie z nimi zyc.

  21. Tez bym dala telefon do zabawy zamiast bieganie po restauracji gdzie chodza kelnerzy z goraca kawa , herbata obiadem a moje dziecko miedzy ich nogami gdzies tam biega.

  22. edysia on

    Ja też wychowam!
    I kiedy jak mi teściowa powiedziała coś odnośnie wychowywania to jej odparłam.
    „Jakoś , ale wychowam ” 😉
    Milego wieczoru

  23. Dawniej dzieci tez przeciez bajki ogladaly. Tylko że nie dosyc ze restauracji nie bylo to telewizorow. Za to byly wymyslane glupie gry na podworku i strzelnie z luku ktore sorry ale dla mnie jest gorsza zabawa niz ogladanie bajek na telefonie.

  24. justyna on

    Bardzo dobrze to wszystko opisałaś. Ja milam raz podobna sytuacje ale nie w restauracji lecz w hotelu. Dlatego brawo Ty za Twoja błyskotliwość.

  25. Byla swiadkiem na placu zabaw, kiedy to jedna matka rzucila sie ze swoimi madrosciami do dziecka innej matk iktora w tym momencie karmila swoje mlodsze i nie miala jak podejsc do niej i jej np. dac w twarz. Kurde nie lubie takich sytuacji nigdy niewiem czy dobrze robie nie odzywajac sie a jak juz sie odezwe to potem mam wyrzuty sumienia ze zle zrobilam.

  26. agnieszka on

    Moja bratowa tak robi:/ nieznosze takich sytacji bo gdyby to nie rodzina dawno bym z nia nie rozmawiala

  27. bogusia on

    Dlatego nie chodzimy do koscila poki co bo ja nic z mszy nie wynosze, dziecko tez a i inne osoby ktore siedza lub stoja kolo nas. Moj Bartlomiej bardzo dokazuje, gada, spiewa swoje piosenki, zakloca msze ksiedzu, do tego co chwile zmienia swoja pozycje, biega i zaczepia ludzi. Jak nie zwracam na to uwagi bo juz sama niewiem co mam robic osoatnia deska rarunku pozostaje wlasnie ignoracja to wrzeszy i wyje ze mi wstyd, po 5 razach powedzialam stanowczo NIE! i poczekam z niedzielna msza jak skonczy 5 lat, moze , ludze sie ze bedzie juz inaczej.

  28. DOKLADNIE! NAWET JAK DZIECKO NIE ZROBI NIC ZLEGO NIKT NIE MA PRAWA MU ZWRACAC UWAGE, NA DODATEK W TAKI SPOSOB. BIEDNE DZIECI.

  29. matka z krwi i kosci on

    Jakbym już bardzo chciała Ci coś powiedzieć w tej reastauracji będąc klientem sąsiedniego stolika, powiedziałabym , jejku jak super że potrafi się zająć bajką, moje by nie usiedziało to chwili. Zaraz kelenr by nas wyprosił za demolke w reastauracji.

  30. karolina on

    u nas jeszcze jest „blue colour blue colour where are u” i tak wszytskie kolory po kolei

  31. Coś o tym wiem, wiem jak my czekamy w restauracj iz dzieckiem i wiem jak on osie niecierpliwo, zawsze daje telefon do reki zeby sie zajelo.

  32. Ty Kinga! Może ona zazdrościła Ci telefonu, a Lence bajki i też chciała pooglądać. Mogłaś nie być taka ostra i dac jej skorzystać z youtuba hahahaha

  33. Wiadomo, że każdy jest nieomylny, mi by nawet do głowy nie przyszło żeby rzucuć się na dziecko któe obląda bajki na telefonie.

  34. Ja z moim dziecmi nie wybiram sie ani do muzeum, ani do supermarketu, ani do restauracj iani do kina. Szkoda moich nerwow, jedynie co to plac zabaw i trawa pod blokiem.

    • Ja z dziećmi chodziłam ( bo dwoje jest już duże i same chodza) i chodzę ( z 5 latka) wszędzie i też czasem zdarzają się bunty i scenki jakie Corcia zrobi ale dzięki tym wyjściom uczy się jak się zachowywać w roznych miejscach bo gdzie i kto ma ja nauczyc jak nie ja mama. A teraz to pewnie wiele rodziców mnie skrytukuje i zlinczuje bo tego lata była nawet z nami w Muzeum w Oswiecimiu. Juz dwa dni wcześniej tłumaczyłam jej gdzie idziemy i jak należy się tam zachowywać a jak nie. Na miejscu przedstawiałam jej rzeczy w sposób dostępny i zrozumiały dla jej wieku i uwierzcie mi że to możliwe. Nie przeżyła traumy ale ciut wie co tam się działo a reszta rodziny poznała namacalnie historie. Nie ma co się zamykać na świat bo dzieci są żywiołowe, trzeba je uczyć świata i zachowań w różnych miejscach. Pani Kingo super wychowuje Pani swoje Pociechy i pokazuje im różne miejsca i nie boi się Pani bronić ani swoich racji i ani ukochanych dzieci.

  35. ewel ona on

    Jesli obce dziecko powiedzmy, uderzyloby moje bez powodu oczywiscie zwrocilabym uwage , ale tylko jesli nie ma rodzica, jesli jest , odrazu wale z mostu do matki.

  36. moimzdaniem on

    Tacy ludzie chyba albo:
    1. maja kompleks
    2. cierpia w braku swoich dzieci
    3. sa chorzy psychicznie
    4. nie umieja sobie poradzic z wychowaniem swoich i chca zeby innych dzieci nie byly lepsze.
    5. bezczelne typy

  37. monikaj on

    A no wlasnie bo dawniej…. Dawniej nie bylo telefonow komorkowych jakby byly to dopiero by sie siedzilo jak zabawek nawet byl zeficyt hahah nic innego nie pozostaje jak sie posmiac

  38. Gdzie czapeczka – to moje ulubione juz mam dosc w ogole sie nie odzywalm zdarzylo m isie chyba z 5 razy uslyszec taki tekst w strone mojego dziecka, dziecko ma 3 lata ale zakladam mu czaspki jak jest upal i koniec innym moze sie to nie podobac !

    • Ja też nie zakłądam czapk iw upał. Ostatnio u nas było gorąco ale wiał wiatr, ciepły wiatr w moim mniemaniu. Zaczepila nas sasiadka i tez oczywiscie cos mi tam lamentowala ze bez czapki w taki wiatr. A ja na to chyba lepiej ze bez czapki w upal niz zeby sie glowa spocila uszko wyszlo i wtedy zawailo. Bylo to chyba z 4 dni temu i do dzis moje dziecko jest zdrowe wiec wyglada na to ze lepiej wiem co ubrac mojego dziecko niz moja sasiadka. brrrr

  39. marianna on

    Niewierze ze sa tacy ludzie, mam dziecko 3 letnie i nigdy m isie nie zdarzylo zeby ktos cokolwiek mu powedzial, jak mozna pastwic sie nad dzieckiem i strofowac malucha, tak jak napisalas sa od tego rodzce a nie wyrzywac sie na dziecku. Chyba mam splunela w strone takiej kobiety.

  40. Kotłuje sie we mnie jak czytam ta historie, w sumie to ja ze zdenerwowania zapomnialabym jezyka w gebie. Ale brawo za twoja lwia nature.

  41. marlen on

    Nieznosze takich ludzo, a juz w ogole jak ktos tak mowi do mojego dziecka z bliskiego otoczena, to szczescie ze to jaka obca baba ci powiedzial, nie mialas wiec oporow a co jesli zrobi to twoja dobra kolezanka ???

  42. Wez nawet mi nie mow, tez milam osoatnio podobna sytuacje, nie moge bo sie odrazu denerwuje cisnienie mi skacze.

    • A ja jakoś sobie z rodziną radzę bo wiem, że chcą dobrze i znają moje dzieci. No chyba, że komentuje prababcia to wtedy nie mam szans ( patrz niżej)

  43. Niektózy rodzce tak jak napsialas sami nie umieja sobie wychowac dzieci ale jak inne dziecko zrobi cos gorszego niz jego to odrazu atakuja to dzieci. A ja jestem zdania ze jak dziecko juz rozumie o co chodzi to dopoki nie dochodzi do rekoczynu musza sobie same dac rade w konflikcie. Zawsze ucze moje dziecko ze zabawakami trzeba sie dzielic, jest kolejka raz ty raz kolega, nie bij nikogo ale jak ktos ciebie uderzy oddaj.

  44. Mój szwagier też tak ma, że uwielbia zwracać uwagę nie swoim dzieciom, np żeby przeprosiło jego dziecko. I to wszystko na oczach innych rodziców. Taka sytuacja: kąpią się wszystkie dzieci w basenie, chlapią jednakowo nagle jego płacze, bo my oczy zachlapali a on : przeproś mojego Patryka i to przy matce tego drugiego! To dopiero element!

  45. Zgadzam się w 100%!! A co mówisz kiedy ktoś pyta dziecka „czemu nie masz czapeczki?” ? czasami nie wiem jak mam bronic dziecko przed tymi kretyńskimi pytaniami….

    • Różnie. Niestety najcięższa dyskusja jest z babcią mojego męża, która rzuca uwagami zanim ja pomyślę. Babcia prawie nic nie słyszy (albo słyszy co jej pasuje) więc zazwyczaj mruczę sobie coś pod nosem, ona mruczy sobie i obie jesteśmy złe…

Odpowiedz