Wreszcie odpowiadam na dwa najczęściej zadawane mi pytania: czy wyrzucili mnie z pracy i czy mamy nianię?

58

Tak się złożyło, że z dnia na dzień bardziej wciąga mnie Instagram. A nawet nie on sam, ale InstaStory, które nagrywam dla Was z wielką chęcią każdego dnia (możecie je oglądać po kliknięciu w zdjęcie główne na moim profilu Instagram).  To właśnie tam najwcześniej pochwaliłam się dziewczynom, że po 6 latach  wracam wreszcie do pracy. Powiedziałam co miałam powiedzieć i myślałam, że temat mamy wyczerpany.  

I tu pewnie definicje pracy zarobkowej będą nam się rozmijać. Bo o ile u wielu z Was praca i wszystko co związane z przygotowaniem się do niej to przeważnie pobudka ok. 6 rano, szybki make-up, kawa, śniadanie (a może dziś bez), bieg na autobus lub szaleńcza jazda autem i wparowanie do biura tuż przed 8 rano, a potem wychodzenie z niego o 16-tej, to u mnie to wygląda nieco inaczej. Diametralnie inaczej. Przemilczę nocne pobudki z powodu moich dzieci i fakt, że nie wysypiam się od momentu pojawienia się na świecie Lenki, chociaż na ten temat mogłabym doktorat napisać. U mnie praca to przede wszystkim ruchome godziny. Bardzo ruchome. To nienormowany czas, który w praktyce może oznaczać tyle, że spędzam w niej 24 h na dobę. I tak czasami też bywa. Ale przed pracoholizmem powstrzymuje mnie moja rodzina i te dwa małe brzdące, które potrzebują matki.

No właśnie. Los matki jest okrutny. Nie pracuje – nie ma za co żyć. Pracuje – nie ma kiedy żyć. I coś w tym jest. Naprawdę ciężko się rozdwoić i pogodzić bycie z rodziną z byciem w pracy. Ale pewno same to wiecie z własnego doświadczenia. Pewnie macie też różnych szefów i oni też Wam dają w kość. No chyba, że idą na rękę, to chylę przed nimi czoła. Natomiast u mnie ja sama sobie jestem szefem i ja sobie ustalam czas oraz granice. Ma to swoje plusy i minusy. Jednym z nich są kłopotliwe pytania. Dlaczego kłopotliwe? A dlatego, że bardzo chcę odpowiedać na każdą Waszą wiadomość. Wierzcie lub nie, ale chcę mieć z Wami kontakt. Tylko problem pojawia się jeśli jedno pytanie zadaje mi kilka, kilkanaście albo i więcej osób dziennie.

Bo często pokazuję się na Instastory rano i wtedy dostaję mnóstwo pytań o to czy wywalili mnie z roboty. Mam tylko nadzieję, że za tymi pytaniami czai się prawdziwa troska o mój rozwój zawodowy, a nie ukryta złośliwość typu „a dobrze jej tak”. Ale żeby zaspokoić Waszą ciekawość odpowiadam: nie, nikt mnie z pracy nie wywalił, bo musiałabym to zrobić ja sama. Ba dum, tsss… A póki co ogarniam, jestem z siebie nawet zadowolona, wyrabiam się z zadaniami, więc nie ma powodów, żebym się wysyłała na bezrobocie.

”No więc jak ona to robi, że z rana ma czas wrzucać treści na Insta?” – zapytacie. To proste. Pracujemy z Adamem na zmiany. Zmusza nas do tego niefortunna sytuacja, w jakiej się oboje znaleźliśmy (czyt. dorobiliśmy się drugiego dziecka).  Mając dwójkę dzieci, niełatwo jest pracować obojgu rodzicom. Zazwyczaj jedno z nich zostaje w domu i haruje przy garach, pralce, desce do prasowania i przy opiece nad maluchami. My mamy to szczęście, że możemy sobie swobodnie ustalać grafik zajęć tak, żeby ktoś z nas był przy Lence i Antosiu. A że zdecydowaliśmy, że nie będziemy zatrudniać niani, to w pewnym sensie mamy niestety przerąbane. Kiedyś, gdy Lenka nie chodziła do przedszkola, a Antosia nie było jeszcze na świecie,  mieliśmy nianię – wtedy to był raj na ziemi.  Przez jakiś czas opiekowała się nią nasza dobra znajoma, a jak się przeprowadziliśmy, to moja przyjaciółka i jednocześnie jej chrzestna. Zaszła w ciążę dopiero jak Lenka szła do przedszkola, więc wszystko ładnie się zazębiło. Niestety przy Antosiu już nie mamy takiej stałej pomocy.  Jakoś mam problem z oddaniem dziecka osobie znalezionej w agencji, a może doszliśmy do wniosku, że po prostu taka pomoc nie jest nam potrzebna? A właściwie to jedno i drugie. Bo rzeczywiście jesteśmy w stanie z Adamem tak ogarnąć rozkład dnia, żeby jakoś podołać. Ale przyznaję, że nie jest to łatwe i czasem padamy na pysk. No dobra, codziennie padamy na pysk.

Zmiany wyglądają w ten sposób, że czasem mój mąż wstaje o 5:30, żeby popracować do 14, a później ja idę popracować. Innym razem ja wstaję rano i wracam o 14. Zdarza się też, że idę pracować dopiero o 16, bo chcę spędzić trochę czasu z dziećmi i zjeść z nimi obiad. Tu działa zasada: kiedy się dorwę do komputera, wtedy pracuję. Nie dorwę się – trudno. Nikt mi głowy nie urwie za to, ani tym bardziej nie wyrzuci z roboty. Wtedy mam czas na inne rzeczy, np. na wrzucanie dla Was filmików na Insta. Więc zanim znów pomyślicie, że długo nie zagrzałam miejsca w biurze albo że się nie sprawdziłam po powrocie z macierzyńskiego, to pragnę Was uspokoić – nie zdarzyła się żadna z tych sytuacji. Jednocześnie nie wyobrażam sobie, żebym miała rzucić swoje zajęcia i codziennie o stałych porach biec do korporacji, by ogarniać „brify” i „dedlajny”, podczas gdy w domu Antoś ma gorączkę, a Lenka ma ważny występ w przedszkolu. Musiałabym się rozdwoić, a słyszałam, że klonowanie ludzi jest dopiero w fazie testów. Pierwsze w kolejce do testowania maszyny klonującej stoją matki. Chyba też się zgłoszę na ochotnika…

58 komentarzy

  1. Mysle ze ludzie nie zrozumieli tego ogloszonego „powrotu do pracy” po 6 latach bo przeciez przed powrotem tez bylas blogerka wiec wyobrazali sobie ze wracasz do jakiegos biura. Z punktu widzenia Twojego obserwatora nic sie nie zmienilo.

    • Ja nie zajmuję się tylko blogowaniem. Więc ludzie dobrze zrozumieli. No … prawie. Tyle tylko, że nie wracam do pracy u kogoś bo przed dziećmi też pracowałam „u siebie”.

  2. mariol on

    żeby wyjść w ogole o 16 to cud. Ja niby o tej koncze ale od poczatku mojej kadencji pracy w tej firmie nie wyszlam punkt 16 zawsze to jest od 15 do godziny dluzej. 🙁

  3. Żebyś wiedziała, bo to matki tylko tak maja ze jak pracuje nie ma kiedy zyc a jak nie to nie ma za co !
    Mezczyzni w ogole to jakos inaczej. A przeciez tatusiowe ale jakby calkiem inna rola w ich zyciu dzieci. No moze wyjatek to twoj maz ktory chodzi na zmiany z toba.

  4. Dla praca to wszystko nie zrezygnuje z niej nawet kosztem tego ze nie bede miec dzieci.

  5. Jestes zuch ze tak sobie swietnie ze wszytskim radisz i dodatkowo ze tak pieknie zawsze wygladasz

  6. Niestety u mnie tak ze codziennie na 8 h do pracy , z dziecmi prawie w ogole sie nie widuje, dojazd zajmuje sie godzine w jedna strone, nie wiem jak dlugo tak pociagne, ale jak sie zwolnie to nie bede miala im co do garczka wlozyc, zycie 🙁

  7. Teraz w korporacjach wiele się zmieniło. Pracuje 8-16 ale jak jest występ w przedszkolu o 11 to jestem choćby się wałilo i paliło a jak trzeba to sam szef mnie zastąpi. Są plusy i minusy. Na pewno plusem jest to że 16:30 jestem w domu i tylko w domu, telefon wyłączony.

  8. Praca przy dzieciach jest wiele ciezsza niz na etacie, podziwiam ze jedziesz na 2 etaty jakby nie bylo.

  9. Zależy jak komu dobrze, ja nie wyobrazam sobie pracowa cw domu. Musze wyjsc do ludzi musze miec godzine ustalona bo inaczej nie ejstem zdyscyplinowana.

  10. nie wyobrazam sobie siedziec z dziecmi calymi dniami w domu. podziwiam takie kobiety ja moglabym depresji dostac jedynue.

  11. Blogowanie to też praca! Ciagla praca. Moja szwagierka chciala zrobic kariere w blogowani uale po 2 latach niestety poległa. Wiec nie wydaje sie to byc wcale takie proste.

  12. Wracam do pracy od sierpnia po długim macierzynskim. Plakac mi sie chce z tego powodu. Posiedzialabym jeszcze z dzieckiem w domu 🙁

  13. Te wystepy w przedszkolu sa straszne kiedy mnie nie ma 🙁 niestety nie moge byc, moja praca jest taka ze ciezko mi sie wyrwac 🙁 bardzo ubolewam.

  14. Bycie sobie szefem to moje marzenie, niestety musze jeszcze poczekac bo moj szef narazie ma 3 miesiace i nie pozwala sie zwalniac z roboty ani na pol godziny w ciagu doby.

  15. karolinkazuza on

    A ja nie pracuje bo taką decyzje podjeliśmy z mężem, że jest to nie opłacalne kiedy dwójka małych dzieci musi chodzić do żłobka czy jakiś płatnych świetlic (nie ma nikogo do pomocy, nawet jednego małego dnia)+ moje dojazdy paliwo czas…. i na razie tak jest póki dzieci są małe i wiesz co… ja się cieszę że mogę sobie na to pozwolić, że jest dobrze, że mają dzieci jestem MATKĄ dostępną dla nich ale wiesz co w tym najgorsze LUDZIE… bo jeśli nie pytają jak dajemy rade to pytają jak ja wytrzymuje bez pracy, jak mozna sie „poświecic” dla dzieci… no nie dogodzisz…. ludzie potrafią oceniać robili to i będą robić i czasami nie wiedzą jak słowa ranią… i tak czasami zamiast cieszyć się z tego co się ma to Ci „mądrzy” sprawiają że czuje się źle… swoją drogą dziwię się że dostajesz takie wiadomosci… jak tak można i co kogo to obchodzi?! ehh ręce opadają może przypomnij o przycisku „odobserwuj” 😛 pozdrawiam

  16. Po roku wrocilam do pracy po macierzynskim i byla to moja najlepsza decyzja. Jestem innym czlowiekiem niz jak siedzialam z dzieckiem z domu.

  17. Niestety kochana ale wiekosc ludzi w naszym kraju tak wlasnie pracuje ze po 8 h w pracy plus dojazdy i dzieci i jakos musza dac rade. 🙁 szkoda tego czasu straconego w pracy szkoda

  18. Moje nogi po całym dniu z dziecmi wolaja o posiedzenie sobie przykomputerze i obojetne mi to czy w domu czy w koroporacji. Musze sobie znależć jakas prace przy kompie w domu, bede miec wymowke zeby posiedziec a nie tylko latatc za dziecmi .

  19. Robię wszytsko żeby mnie wyrzucuili z pracy bo chce zmienic ale jakos nie maja chyba ludzi do pracy.

  20. Ja do pracy nie musze chodzic zeby byc ciagle w pracy. PRzy dziciach to jest armagedon a przy dwojce i wiecej to juz naprawde zaczyna sie jazda. Najgorsze w tym wszytskim jest ten brak czasu 🙁

  21. Nie wierzę że ludzie nie wiedziedzieli ze ty blogerka jestes to na etat nie parcujesz, az tak dal isie nabrac hehehe

  22. Jak każda praca z dziecmi to wyzwanie. Kiedyś myslalam ze pracując na etacie bez dzurci mam ciezko ale teraz z dwójką nie dość że zycie ucieka mi jak torpeda to jeszcze z roku na rok czuje się coraz starszej i szerzej. Jestem przeznaczona życiem

  23. Od września pracuje w urzędzie marszałkowskim. Wydawałoby się że lekka fajna i niestersujaca praca. Może i tak choć nie do końca. Mimo iż godziny sa sztywne bo od 7 do 15 ja wracając do domu mam dosc. Dzircka nie widzę caly dzien. Jak wracam zimą jest ciemno. Corka chce zabawy a ja muszę zaskakiwać błyskawicznie w dres i zasowac w domu z obiadem i innymi czynnościami. A pracuje ttlko w urzędzie. Wspolczuje koropomatkom i korpoludkom.serio!

  24. Nikt nie ma lekko. Praca na swoim to samodyscyplina. Czesto miesiace bez dochodu. Wieczny stres czy się zarobi mimo pracy czy zero. Ja tam podziwiam i trzymam kciuki.

  25. Też chce taka pracę. Coz tu mówić ale jest wszystko w korki tak jak napisałaś.😟

Odpowiedz