Remont. Która z Was wzdryga się na dźwięk tego słowa? Ja trochę się wzdrygam, a trochę mnie do niego ciągnie, przynajmniej od czasu do czasu. Tym razem spontanicznie wpadłam na pomysł, żeby odmienić naszą sypialnię. I teraz, kiedy ona jest już gotowa, myślę sobie, że to był najlepszy pomysł, na jaki wpadłam w ostatnim czasie. Niby to samo pomieszczenie, ta sama przestrzeń i widok z okna, a dopiero teraz, po 8 latach mieszkania w naszym domu, czuję się w tej sypialni tak dobrze, jak nigdy przedtem. 

O dziwo poszło mi dosyć sprawnie. Wszystko udało się załatwić w niewiele ponad miesiąc. Tyle było trzeba, żeby urządzić naszą starą sypialnię w nowy sposób. I wiecie co? To jest właśnie to. Stuprocentowo moje klimaty. Jasne, stonowane kolory, kilka mocniejszych akcentów w postaci np. efektownych frontów w szafach. I wreszcie mam kolejną szafę, bo jak wiadomo, miejsca na ubrania nigdy nie można mieć za dużo. 

Cała sypialnia jest urządzona w stylu boho, a właściwie takim „moim boho”, bo jak zwykle nie trzymałam się sztywno zasad, ale brałam to, co mi się podobało. Przy urządzaniu tego wnętrza miała obowiązywać jedna zasada – żadnej czerni. Bo do tej pory właśnie ten kolor dominował w naszej sypialni, co doprowadzało mnie do szału – idealna recepta na to, żeby kłaść się spać i budzić się wkurzonym. 

Łóżko

Remont chyba szedł mi zbyt sprawnie, bo na sam koniec sklep meblowy po kilku tygodniach oczekiwania, zamiast pięknego białego łóżka, które zamówiłam, przysłał mi dwa.. zupełnie inne. Więc nie ma innego wyjścia i nasze stare (w sumie całkiem wygodne) jeszcze chwilę z nami zostanie.

To po kiego czorta, kobieto, robiłaś sobie „czarną” sypialnię? – pomyślicie. Już tłumaczę. Sypialnia to był ostatni pokój jaki urządzaliśmy, kiedy kupiliśmy dom. I tak szczerze to byliśmy już tym strasznie zmęczeni i zgodziliśmy się na wszystko, co zaproponowała nam pani architekt. I wyszło tak, że mieliśmy sypialnię, której nie lubiliśmy, ale za to śmiało mogłaby się do niej wprowadzić nasza pani architekt. Sypialnia była urządzona idealnie w jej stylu. Szare łóżko, przytłaczająca tapeta z elementami czerni. Generalnie… czarno, ciężko i ciemno. Marzyłam o odmianie. 

Ale skoro już jesteśmy przy łóżku, nie możemy nie wspomnieć o plakatach. A w sumie to od nich wszystko się zaczęło. Plakaty Bimago zobaczyłam w internecie w przepięknej aranżacji boho, kiedy nawet nie miałam w planach remontu. Takim to sposobem, zanim zaczęłam remont, w domu miałam już DWA PUDŁA plakatów z ramkami.

Plakaty z Bimago można wybierać według stylu, rozmiaru albo tematyki. Można je oprawić w ramki i zamówić już w komplecie (ja właśnie tak zrobiłam). Można kombinować z wymiarami, kolorami ram oraz formatami (klasyczne, z passe-partout lub marginesem). Znacie to powiedzenie – mała rzecz, a cieszy. To ja tak mam z plakatami. Zajrzałam i przepadłam. Można w kilka dni odmienić sobie wnętrze, wprowadzając tak naprawdę niewielkie zmiany. 

Kod rabatowy

A skoro u mnie od plakatów się zaczęło, to mam dla Was kod rabatowy na wszystkie plakaty (w ramach lub bez), które dostępne są w Bimago.

Z kodem: ladygugu30 zapłacicie 30% mniej.

Kto wie, może będę matką chrzestną małych wielkich zmian w waszych domach.

Kod działa do 2 sierpnia 2021 r.

Ściany

Ze ścianami nie szaleliśmy. Przemalowaliśmy je na ciepły kolor i teraz są w odcieniu złamanej bieli. To bardzo miła odmiana po mocnych kolorach tapet, które towarzyszyły nam przez ostatnie lata. 

Szafa

Muszę przyznać, że nasza stara szafa środku była świetnie zaprojektowana i bardzo praktyczna, bok również miała piękny, drewniany, tak więc wymyśliłam, że przerobimy tylko fronty. Inspirację znalazłam tuż za miedzą, konkretnie u sąsiadów, u których podpatrzyłam szafkę RTV.  Miałam trochę obaw, bo to dość odważny wzór, ale ryzyko popłaciło – wyszło pięknie. Pomysł był mój, ale wszystko to jak zwykle poskładała w całość moja sąsiadka Ania, która jest architektem (nie tym od poprzedniego wystroju:) i pomaga mi przy każdym remoncie. Jeśli szukacie dobrego architekta, to zostawiam namiar na Anię (KLIK).

A wszystko to, co my wymyślimy, wykonuje z kolei pan Paweł. To człowiek, który nie zna sformułowania „nie da się” i jest zaprzeczeniem stereotypowego wizerunku „fachowca”. Jest solidny i chociaż ma mnóstwo pracy, zawsze można się z nim dogadać. Jeśli szukacie / będziecie szukać kogoś takiego, znajdziecie go w Arredo Ideale (KLIK). Sypialnia to nie jest pierwszy nasz wspólny projekt. Po pralni (KLIK), która powstała w pomieszczeniu gospodarczym, już chyba nic trudniejszego dla niego znajdę znajdę. Chociaż, może nie bądźmy tego tacy pewni, bo jeszcze nie zdecydowaliśmy o ostatecznym wyglądzie kuchni, którą wkrótce ma dla mnie robić.

Komoda i szafka

A skoro już zamawiałam fronty, to przy okazji zrobiłam dodatkową szafę. No grzech było nie skorzystać. Co prawda teraz sypialnia służy głównie do spania i odpoczynku, bo maksymalnie zagospodarowaliśmy przestrzeń. Ale przynajmniej mam więcej miejsca na przechowywanie swoich skarbów. Na pustej ścianie, do tej pory nie wykorzystanej, zrobiliśmy szafę 60 cm i komodę z dwoma ogromnymi przegrodami. Nowym miejscem do przechowywania podzieliliśmy się z Adamem po równo (bo jak to mawia nasz syn: „Trzeba się dzielić”. I tak, ja mam część z wieszakami 60 cm i jedną przegrodę komody, on jedną przegrodę… i wszyscy są zadowoleni. Przy szafie stanął fotel w miedzianym kolorze. Aksamitny, nowoczesny, wygodny, po prostu cudeńko.

Dodatki

Ponieważ nie szalałam z kolorami ścian, mogłam zaszaleć z dodatkami. Na łóżku koniecznie mnóstwo poduszek. W każdej sieciówce, która ma dział z wnętrzami można wyszperać sporo poszewek w stylu boho. Czy polecam? Uważam, że były strasznie drogie, ale dają bardzo przyjemny efekt. Szczególnie że narzuta jest biała, a więc poduszki robią całą robotę… Mamy też lustro, czyli naszego rodzynka – jedną rzecz, która została z dawnej sypialni (łóżka nie liczę, bo ono jest na wylocie).

Kwiaty

Nie było jeszcze rośliny, która by u mnie prztrwała dłużej, niż kilka miesięcy. A mimo to zaryzykowałam i do naszej nowej sypialni zaprosiłam kwiaty. Postawiłam na palmę i sporą monsterę. I mam szczerą nadzieję, że moje kwiatki nie zechcą pomścic swoich sióstr-roślinek, które zginęły u mnie w tajemniczych (dla mnie też) okolicznościach i będą rosły ładne oraz zdrowe. I na dwóch kwiatach poprzestanę, bo biorąc pod uwagę mój rozmach w kupowaniu plakatów, w przypływie entuzjazmu mogłabym zamienić moją nową sypialnię w ogród botaniczny. 

Wyczytałam gdzieś, że zbyt dużo roślinek w niewielkiej sypialni może nocą konkurować z nami o tlen. W dzień pochłaniają z otoczenia dwutlenek węgla i wodę, a wydajalają tlen. W nocy, ze względu na brak światła, jest odwrotnie. A wiecie, jak to jest – mam na uwadze moje trudne relacje z kwiatami i wolę nie ryzykować. Palma i monstera prezentują się bardzo efektownie. Całość? Oceńcie same. Nie mogłam się doczekać, aż będę mogła się podzielić efektami naszej sypialnianej metamorfozy. 

A teraz najlepsze. Koniecznie zobaczcie, jak wyglądał ten pokój przed zmianami: