Filmy dla kobiet: 5 filmów, których NIE MOŻE obejrzeć żadna matka

40

Nie dziwię się tym, którzy z filmów najbardziej lubią komedie z Adamem Sandlerem. Są lekkie, łatwe i można po nich spokojnie zasnąć. Niestety, po tych, które ja oglądam, z pewnością nie zaśnie spokojnie żadna matka. Są bolesne, mocne, dobitne, ale niezwykle ważne – i tak naprawdę nie powinnyście ich oglądać, matki, ale warto. A nawet trzeba.

„Złaknieni” – dla mnie, mamy dziewczynki, mającej bardzo wybredny gust kulinarny, ten film był po prostu obezwładniający. Bo co jak co, ale według mnie jedzenia dziecku nie powinno brakować. Dlatego film oglądałam na raty – nie mogłam zbyt długo patrzeć, jak pewna matka w imię chorych eko-ideałów odmiana niemowlakowi jedzenia, karmi 4-miesięczniaka kiełkami i ziarnami, a mięsem chętniej rzuci niż go zje. Gdy tata dokarmia potajemnie malucha w łazience, ta później w tej samej łazience podaje berbeciowi środki przeczyszczające. Bo pani (matką nie nazwę) ma manię na punkcie oczyszczania, które mało co nie doprowadza do śmierci dziecka. Na szczęście (to jedyne pozytywne wydarzenie tego filmu) zakończenie jest dramatyczne i choć ktoś niewinny bardzo na tym ucierpi, to można powiedzieć, że sprawiedliwości staje się zadość.

„Pokój” – jeden z najbardziej poruszających (przynajmniej mnie) filmów ostatnich lat. Bo wyobraźcie sobie kilkumetrowy pokój, w którym od urodzenia wychowuje się pięcioletni brzdąc. Sam, tylko z mamą. Czasami odwiedza ich pewien „dobroczyńca”, który donosi im wszelkie produkty potrzebne do życia. A że dobroczyńca jest jednocześnie katem, z tego dziecko do końca nie zdaje sobie sprawy. Ono nie zna innego świata, oprócz tego, które ogląda przez okno w dachu. Zna chmury, samoloty, deszcz, słońce. I swój pokój. Gdy w końcu udaje im się wydostać (lepsza scena akcji niż w filmach z Segalem), rzeczywistość jest równie bolesna, jak w ich więzieniu. Bo gdy dziecko pyta z bezpiecznego, szpitalnego łóżka: „Ma, kiedy wrócimy do domu? Do pokoju?”, matka szybko zdaje sobie sprawę, że nie będzie tak łatwo. I nie jest, pytanie tylko, dla kogo bardziej. Bolesny film, a każda kolejna scena otwiera rany na nowo.

„Obcy we mnie” – Rebeccę poznajemy, gdy chodzi sobie spokojnie w ciąży. Sekundę później leży już w lesie, skulona pod krzakiem. Pragnie zniknąć, wtopić się w tło, aby nikt jej nie znalazł. Rebece dziecko nie dało spodziewanej radości. Bo czasem zdarza się tak, że gdy dziecko przychodzi na świat, to patrząc na nie widzisz obcego. Nie czujesz, że jest częścią twojego ciała. Boisz się go i nie wiesz, jak się nim zająć. A jeśli ten stan trwa miesiącami, to zamienia się w poporodową depresję. „Obcy we mnie” to kolejny film, który obejrzałam na raty, bo po prostu było to dla mnie za mocne. To, że zostawiła dziecko w wózku na przystanku, a sama wsiadła do autobusu, to tylko najsłabsza ze scen. Obejrzyjcie, choć łatwo nie będzie, ale i temat depresji poporodowej do łatwych nie należy.

„Musimy porozmawiać o Kevinie” – po tym filmie spojrzysz baczniej na swojego syna, bo może on też urodził się z gruntu i skrajnie ZŁY? Mały Kevin rodzi się… i od tej chwili nic nie wygląda tak, jak powinno. Synek wyje jak zarzynana świnia, na widok matki pluje jadem, zamienia życie rodziców w piekło (głownie matki, bo tata w pracy). Nigdy nie pokazuje uczuć, a może nawet ich nie ma. Jako 6-latek nadal robi w pieluchy, a gdy mama mu ją zmienia, złośliwie od razu brudzi na nowo. Ot, żeby uprzykrzyć życie mamusi. W oczach ojca jest perfekcyjnym dzieckiem i świetnie się kamufluje, i tylko matka domyśla się, że to on kazał siostrze przetrzeć wybielaczem oko. Ale kara jakoś nie nadchodzi, więc on sam postanawia ją wymierzyć swoim rodzicom. Ale czy ta biedna matka jest faktycznie winna? Kochała, jak umiała, może trochę za  mało przytulała, może tak naprawdę nie do końca go chciała… Ale gdyby każda za takie myśli dostawała na porodówce wcielonego szatana, świat macierzyństwa wyglądałby jak piekło. Kevinowi życzymy jak najgorzej, dziękując Bogu, że jako matki jesteśmy tylko odrobinę, tyci-tyci beznadziejne.

„Najdroższa mamusia” – nie zrażajcie się datą produkcji. Wprawdzie film trochę trąci myszką, bo nakręcono go w 1981 roku, ale temat jest jak najbardziej na czasie. Mamy tutaj divę Hollywood, czyli słynną Joan Crawford. Podstarzała gwiazda w pewnym momencie poczuła, że czegoś brakuje w wystroju jej bajkowego domu i postanowiła zorganizować sobie nowe sprzęty: dwójkę dzieci z sierocińca. Dzięki temu przez chwilę znowu była na ustach wszystkich. Cała jej rodzina to jednak jedna wielka pokazówa, poza na potrzeby mediów i publiczności. Gdy drzwi się zamykały, Joan była matką z piekła rodu. Posłuszeństwo mylone z poddaństwem, dyscyplina mylona z torturami – tak wyglądało jej macierzyństwo. Pomyślcie tylko, przez ile dni jej córka była zmuszana do zjedzenia steku, którym wzgardziła, skoro na jego powierzchni zaczęło już kwitnąć życie. Pomyślcie, jak bolą uderzenia drucianym wieszakiem, na którym „głupia, rozpieszczona dziewucha” ważyła się odwiesić sukienkę za 300 dolarów. I dla tych dzieci, które mają za dużo zabawek, Joan Crawford miała radę: „Podobają ci się zabawki, kochanie?” „-Tak, mamusiu” „-Czy ta lalka podoba ci się najbardziej z nich?” „-Tak”, „No to to jest ta, którą możesz sobie zostawić. Resztę damy sierotom”. Piękny gest, gdyby nie fakt, że Joan na rozdanie zabawek zapraszała reporterów, dokumentujących jej hojny gest. Bo bardziej kochała sławę niż własne dzieci. Film szokujący, bo na faktach.

40 komentarzy

  1. Andżelika on

    Wszystkie obejrzałam. Mam dwie córki. Fakt ryczałam na każdym. Jednak mi takie filmy pobudzają do refleksji itd.

  2. Widziałam jeden z tej pozycji, żadnego innego bym juz nie obejrzala, ani tego drugi raz.

  3. A przeciewieństwa jakieś znasz co do tych ktorew tutaj poleciłaś. Z checia bym cos obejrzala na swieta bede miec wiecej czasu, tylko nie tego typu. Mam dosc opowiesci znajomych o swoich kolezankach i znajomych znajomych, nie chce sie filmami dreczyc

  4. Mam więc plany co do weekendu i seansów nocnych jak co weekend razem z chlopakiem cos wypozyczamy i ogladamy do bialego rana. A taka nasza zajawka.

  5. Zgrozo, jakoś do mnie to nie przemawia. Raczej będe unikać tych tytułów niż szukać gdzie ich nabyć.

  6. Lista sporawa. Sama bym nie ogladnela ale chetnie polece mojej szwagierce bo ona kocha takie psychiczne wykonczace umyslowe. Mam nadzieje ze nie obejrzala jeszcze ani jednego z nich .

  7. Jeśli chodzi o ego gatunku filmy to nie! Odpada! Jeszcze morderstwa ludzi zniosę, ludobojstwo ale znecanie i wykorzystywanie dzieci – napewno nie obejrze. Sorry Kinga , czytam twoje bloga i chetnie wszytsko pozyczam ksiazki czy filmy ktore polecasz tez ogladam ale nie takie 😉

  8. morderstwa, wykorzystywanie czy molestoanie i to dzieci- nie to nie dla mnie, nawet temat do rozmow

  9. Magdalena on

    Kiedyś ogladałam film, którego tytułu nie pamietam. W sensie próbowałam – nie przemogłam – matka znecałą sie nad dziecmi, wine zwala na kolejne dzieci. Depresja poporodowa. Film starszy, ale o zesz jejku… tragiczny!

  10. kaska w. on

    Wiem ze pewnie zaraz mnie tu ktos zhejtuje, ale ja lubie filmy, kazde. Dlatego z checia obejrze i polece innym jak bedzie dobrze zrobiony.

  11. adaska on

    Nie moge nie ogladam wiec i prosze Boga o to zebym przypadkiem nie natknela sie na zaden

  12. Pewnie bede buczec i skuczec i miesiac odchorowywac, ale dzieki za propozycje, obejrze wszystki.

  13. renata on

    Nie pamitam tytulu ale natknelam sie przezycajac kanały na film o chlopcu ktorego matka zamykala w piwnicy kiedy szla do pracy. Oj długo dochodzilam do siebie potem zalowalam ze ogladalam do konca

  14. jesli tylko cos zlego dotyczy wlasnie dzieci, nie slucham i nie ogladam, mam slabosc do dzieci i nie chce psuc sobie glowy

  15. nie tylko filmow nie ogladam, nie ma na to czasu, seriali ani wiadomosci, moj tv sie wyglada w salonie i sie kurzy.

  16. Amerykańska zbrodnia, tez na faktach, tez o dzieciach, chyba żałuję, ze oglądnełam. A i tak oglądałam spod koca prosząc męża o relacjonowanie.

  17. Dodałbym do tego jeszcze ” światło między oceanami”. Film mocny i bardzo poruszający. O walce miedzy moralnością a wielkim pragnieniem bycia matka. Przez co w ostateczności cierpią wszyscy, a najbardziej dziecko, które nie dokonca rozumie co się dzieje. Warto zarówno obejrzeć film, jak i przeczytać książkę, choć na długo pozostaje w głowie.

  18. JuliAnna on

    Bolesne, mocne, dobitne, ale niezwykle ważne emocje to ja niestety codziennie przeżywam w pracy. + jeszcze na przykład stłuczka samochodowa z mojej nieuwagi gratis!!! Dlatego wiem, że zachowuję się mało elokwentnie, ale dla swojego dobra psychicznego i mojej córeczki nie oglądam wiadomości ani „dobrych” filmów. Moje dziecko potrzebuje chociaż trochę spokojnej matki. A polecam też teledysk świetnej piosenki (jednej z moich ulubionych) Soul Asylum „Runeway Train”, zwłaszcza końcówkę. Za każdym razem mam dreszcze i nigdy nie zostawiam Lili samej nawet na moment.

  19. Żałuję że oglądałam film „musimy porozmawiac o kevinie” juz nigdy wiecej takich typow filmow o dziekuje raz na zawsze.

  20. monika on

    Od samych tytułów aż serce drży i szybciej bije. Chyba jednak się nie skuszę na żaden z nich .q

  21. filmy jak filmy, lepiej nie brac do siebie tylko robic swoje. ja tam lubie kazdy pod kazda postacia jak tylko jest czas i osoba towarzyszoaca to juz w ogole. 🙂

  22. Nawet tym bezdzietnym, ktore nigdy dzieci nie cgca miec bo ich nie lubie, nie polecilabym.

  23. Takie straszne filmy to nie dla mnie, nie ogladalam zadnego z nich, naszczescie, boje sie lekkich horrorów a co dopiero filmow o nieszczesciu dzieci, najgorsze chyba co mozna ogladac .

Odpowiedz