Czy przy drugim dziecku naprawdę niewiele się zmienia?

49

Doba ma 24 godziny. Dla każdego z nas. Ale matkom z co najmniej dwójką dzieci dzień mija wyjątkowo szybko… A tymczasem niektórzy ludzie uparcie twierdzą, że drugie dziecko już niewiele zmienia w życiu.

Sama przekonałam się, że dzielenie czasu pomiędzy dwójkę maluchów to nie lada wyzwanie, nawet jeśli z natury jesteśmy zorganizowane i uporządkowane. Każda mama przeżywa to zderzenie z rzeczywistością po drugiej ciąży, kiedy nie dość, że trzeba ogarnąć siebie po porodzie, niemowlaka, dom, to jeszcze nasze pierworodne dziecko, jak na złość domaga się większej uwagi. Ale co się dziwić. Przecież w domu pojawiła się „konkurencja”.

Masz ochotę czasem przywiązać je do kaloryfera, żeby w spokoju móc nakarmić młodszego ssaka? Masz ochotę wysłać je do dziadków/piwnicy/w kosmos na czas zajmowania się noworodkiem, a jednocześnie chcesz je dalej mieć przy sobie? Nie jesteś sama z takimi rozdartymi uczuciami. W końcu chcesz, żeby było jak dawniej – że masz tyle samo czasu dla starszaka, a nawet chcesz mieć go więcej, żeby wiedział, że wciąż jest tak samo ważny, jak przed narodzinami rodzeństwa. Lenka, kiedy pojawił się w domu Antoś zaskoczyła mnie takim stwierdzeniem: „Mamo, od kiedy Antek jest z nami, to ty już nigdy nie masz dla mnie czasu.” Taka prawda. Nie mam czasu (a przynajmniej nie mam go dla niej tyle ile bym chciała) i źle mi z tym. Cholera, strasznie mi z tym źle.

Kiedy przywozisz do domu drugie dziecko, szybko przekonujesz się,  że wszystkie twierdzenia z cyklu „po drugim dziecku nic się nie zmienia” albo „jest łatwiej” możesz wsadzić sobie… między bajki. Ja sama byłam lekko zaszokowana, że nagle mogę nie mieć czasu dla mojej córki (już nie mówiąc o sobie samej i mężu), bo przecież muszę się zająć płaczącym synem. Przecież ONA odkąd jest na świecie zawsze była na pierwszym miejscu. Nagle spadła na drugą pozycję w hierarchii i tu się pojawia zgrzyt.

Znam rodziny, w których starsze dziecko chodzi naburmuszone i obrażone na rodziców, że „zrobili” sobie drugie. Złośliwie. Żeby unieszczęśliwić to pierwsze. Znam rodziny, gdzie rodzice chodzili ze starszym dzieckiem do psychologa, kiedy pojawiło się to drugie. Znam rodziny, gdzie starszak robi krzywdę maluchowi, bo to przecież przez niego on ma teraz gorzej. I to już wcale nie jest śmieszne. Doby przecież nie rozciągniesz jak spodni dresowych, które są teraz Twoim ulubionym domowym strojem.

Wyobraźmy sobie teraz taki typowy dzień „podwójnej matki”: 4-miesięczne niemowlę budzi ją o godz. 4:30, bo mu już kiszki marsza grają, mimo że jadł jakieś trzy godziny temu. „Chcesz czy nie, choć życie nie rozpieszcza mnie” – nuci sobie matka piosenkę Stachursky’ego i wstaje do malca, aby go nakarmić. W międzyczasie starsze dziecko też się przebudziło, no bo kto to widział tak szurać nogami po podłodze, kiedy jemu śni się teraz najlepszy sen o imprezie u Minionków. Starszak niczym zombie na głodzie przychodzi więc do swej rodzicielki i domaga się śniadania, bo i tak już nie zaśnie, więc nie ma sensu się kłaść. Matka dochodzi do tego samego wniosku i ok. 5:15 idzie smażyć jajecznicę. Starsza córka marudzi, że konsystencja jak zwykle nie taka, jak być powinna i że ona się jednak jeszcze zdrzemnie, a Ty kobieto przemyśl sobie swoje postępowanie i sama sobie zjedz tą mamałygę.

Użeranie się z krytykiem kulinarnym zajęło jakieś 20 minut, więc dochodzi już 5 rano. Póki maluchy śpią, „podwójna matka” ogarnia przestrzeń. Zbiera porozrzucane zabawki i przemywa podłogę. Przypadkowo natrafia gołą stopą na klocek lego, a części dalszej można się już domyślić. Młodsze dziecko w płacz, starsze w lament, że „mamo, Ty chyba serca nie masz o tej porze tak przeklinać”. Później czas nieco przyspiesza. Szybka kawa, jeszcze szybszy makijaż, niemowlak śpi ubrany w wózku, kilkulatka szykuje się do wyjścia. Droga do przedszkola, znaczy przez mękę, ale w końcu docieracie. Córka ma dwie różne skarpetki, ale co tam. Wracasz z małym do domu, po drodze robisz ekspresowe zakupy. Próbujesz zrobić obiad, ale młodsze dziecko przechodzi jak na złość w stan aktywny i nie pozwala odejść od siebie na krok. Patrzysz na zegarek – dochodzi 15-ta. Niemożliwe. Dopiero co było po 8-mej. Mąż z wyrzutem: „oj, widzę, że nic nie zdążyłaś zrobić”. Na obiad podajesz „gotowca” ze sklepu, bo przecież już nie ma czasu na wyszukane dania rodem z „MasterChefa”. Wisielcza atmosfera utrzymuje się do wieczora. Na szczęście teściowa odebrała z przedszkola starszaka i przygarnęła go na dwie godzinki, żebyś mogła odpocząć. Zamiast odpoczywać, wybrałaś jednak porządki, bo dom przypomina krajobraz po tajfunie. Kryzys przychodzi w porze spania. Załóżmy, że dzieci chętnie się wykąpały i zjadły (co i tak jest mało prawdopodobne), ale za nic w świecie nie mogą zasnąć. Oboje. Za to Ty byś  odpłynęła w objęcia Morfeusza w 3 sekundy. Nie możesz. Jesteś matką. Podwójną. Nie opłaca Ci się kłaść, bo zaraz po północy i tak już zostaniesz wezwana sprawnie działającym alarmem aparatu gębowego rozkosznego bobasa…

Ktoś ma jakieś argumenty, że jednak po drugim dziecku nic się nie zmienia lub że jest lepiej? Mam wrażenie, że jestem w stanie obalić każdy z nich. Bo przy dwójce dzieci jest masakra. Rozpacz. Zgrzytanie zębów. Zimna kawa. NIEDOCZAS.

I wiecie co? Teraz sobie tak siedzę i myślę: co ja właściwie robiłam z czasem, kiedy miałam jedno dziecko. I analogicznie: kiedy urodziłam pierwsze dziecko, zastanawiałam się co ja robiłam z czasem, kiedy dzieci jeszcze nie miałam. Marnowałam go? Nie! Robiłam masę innych ciekawych rzeczy, bardziej lub mniej pożytecznych. Pracowałam, sprzątałam, gotowałam, prałam, prasowałam, odkurzałam, chodziłam do spożywczaka, jak większość bezdzietnych kobiet. I jeszcze zostawało trochę czasu na ploteczki, shopping, rozmowy przez telefon, długą kąpiel, manicure itd. Już po pierwszym dziecku zmieniły się po prostu priorytety. Prasowanie MUSI poczekać, kiedy dziecko jest głodne. Brudne podłogi MUSZĄ poczekać, kiedy dziecko chce, żeby mu poczytać na dobranoc.

Po drugim dziecku te priorytety przesuwają się jeszcze o jedno pole do tyłu na planszowej „grze w macierzyństwo”. Kiedy model rodziny zmienia się na 2+2, musisz nauczyć się umiejętnie dawkować czas pomiędzy wszystkich jej członków. Dzieci, partnera i siebie. Zwłaszcza o sobie samej nie wolno nam, matkom, zapominać. Często zajmujemy się innymi kosztem siebie i czasu na odpoczynek, a to prosta droga do wyczerpania i depresji.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: dzielenie doby pomiędzy dwójkę dzieci jest trudne. Cholernie trudne. Wiedzą o tym mamy posiadające zarówno maluchy w różnym wieku, jak i bliźniaki. Nie zrozumie tego nikt, kto ma jedną pociechę. I jeśli jeszcze raz na swojej drodze spotkam kogoś, kto mi powie, że po drugim dziecku życie niewiele się zmienia, to zaproszę go do swojego domu na tydzień, a sama wyjadę daleko, hen daleko, a po kilku dniach zadzwonię z cynicznym pytaniem: „Jedno dziecko czy dwoje – żadna różnica, co nie”?

49 komentarzy

  1. Ja się nie zgodzę, owszem bywa ciężko, trzeba sobie wszystko poukładać na nowo. Czego się spodziewałaś, że przy drugim się wyśpisz? Mam już szczerze dość tego lamentu, wylewającego się z matek, czy ktoś Was zmusił do posiadania dzieci? Na serio, nie ogarniacie sprzątania, czy obiadu raz na dwa dni?

  2. U nas od njespełna 3 miesięcy rodzinka o modelu 2+3! I to 500km od najblizszej rodziny. Hardcore ale chcieliśmy to mamy. Już nie pamiętam jak to jest miec czas dla siebie ani jak to jest miec czysta chate czy jal smakuje moje ulubione danie. Ale jak slysze slowa mojego pieciolatka ‚mam najlepsza rodzine na swiecie’ albo ‚jak patrze na Wladzia to jestem taki szczesliwy’ to rycze jak bobr i jestem najszczesliwsza na swiecie 🙂

  3. My tez mamy 2 i niecałe 2 lata różnicy. To wszystko prawda. Dlatego najbardziej mnie boli i wkurza jak widzę taka Lewandowska co to mi udowadnia ze ona wszystko sama. Niech ugotuje, umyje łazienkę, posprząta dom, papierze i poprasuję, zajmie się dzieckiem i bedZie miała czas fikać te swoje koziołki.

    A boli mnie gdy słyszę, ale dlaczego Wy do nas nie przyjedziecie (3godz w jedna stronęg Google maps, bez uwzględnienia siusiu i kupki co godzinę…). Przecież ludzie jeżdżą. Popatrz Lewandowska była we Włoszech a Wy robicie problem z 300km.

    Bo poprostu z dwójka jest ciągła walka.

    Ale kocham ich nad wszystko… i nie mogę się doczekać jak 2 będzie miało już z dwa latka. Będzie poprostu lżej!

  4. Agbieszka on

    Fakt,przy dwójce jest ciężko-też czasami zastanawiam sie co robiłam z wolnym czasem mając jedno dziecko…ale będąc mamą dwójki dzieci stałam sie bardziej zorganizowana i nie chodzi tu o porządek bo w tym przypadku daleko mi do ideału,ale o organizacje całego życia. Nie jest lekko,ale momenty kiedy widzę szczęście w oczach mojej rocznej córki,kiedy starszy brat wraca z przedszkola sa bezcenne i rekompensują cały trud.

  5. Nic dodać, nic ująć.. W samo sedno Kinia! Jestem wykończona, a do tego czasem wydaje mi się, że starsza jest stworzona do robienia rodzicielce na złość 🙁 Tłumaczysz np że musi Ci dać zrobić te 3 rzeczy i potem będziesz dla niej jak maluch w końcu zaśnie bo oczy już ma popuchnięte ze zmęczenia. A Starsza nic. A jak już maluch Ci zaśnie to obudzi ją mimo stu upomnień wykończonej matki po 15 min – i nerwy że aż człowiekowi z uszu paruje, a do tego wyrzuty że znów nic razem nie zrobiłyśmy.. I nie wiadomo później już co większe nerwy czy żal..)

  6. Ten artykuł jest 101% prawdziwy i zaraz przesyłam go do mojej siostry, któa jest bez dzieci i zawsze mi fochuje jak mowie ze czegos dla niej nie zor ilam bo nie mialam czasu

  7. Jakoś funkcjonuje, jeszcze.
    Mam nadzieję że kiedyś nie będę tego żałować.
    Mam nadzieję że moje dzieci wyrosną na szczęśliwych i mądrych ludzi.
    Oby….

  8. a co ja właściwie robiłam z czasem, kiedy miałam jedno dziecko? Dozucalam sobie wiecej obowiązków. Bez powodu :/

  9. Moich chlopakom to nigdy nie dogodzi. Jajecznica zawsze jest nieodpowiednia. Makaron za goracy, zupa za gesta. Nie da rady przy nich czuc sie dobrym kucharzem.

  10. aleksandra m. on

    Czas szybko płynie, za niedługo będziemy tesknic za tym czasem, takie malenstwa sa slodkie, daja sie calowac i przytulac, same bardzo tego potrzebuja, smieja sie za kazdy usmiech, sa wdzeczne kochane, ach az lza sie zakreci.

  11. To jeszcze wszytsko zalezy od tego jakie sa dzieci. Moje np. nie sa w stanie ani spac spokojnie ani wysiedziec spokojnie. Zadne bajki na tablecie ani na tv nie sa w stanie ich usiedlic na dluzej niz 5 minut. Jedyne co mi pozostaje to wywezc do babci albo zlobek.

  12. Przy drugim dziecku naczylam sie jak zyc z niewyprasowanymi piluchami tetrowymi oraz jak zyc z wiecznie balaganem na podlodze, przy pierwszym dziecu mialam jeszcze na to czas, ale ja glupia bylma wszystko prasujac przy pierwszym hahahah

  13. Jakos tego nie widze, ledwo wiaze koniec z koncem przy jednym a drugie w drodze, boje sie, jestem wrecz przerazona.

  14. NAjlepszy moment dnia, kiedy spia i uda mi sie zgrac ze spia we dwojke. A taki czas zdarza sie raz na pol roku, swietowalm w tym tygodniu. Udalo sie jakos. Mala ma 6 miesiecy a starsza 2,5 roku. 🙂

  15. Gotuje raz w tygodniu niestety czas nie pozwala na wiecej. 🙁 MArzy mi sie taki cieply, dobrze zrobiony kurczak, albo salatka jarzynowa. Tylko kto to pokroi.

  16. Moje niemowle budzi sie 6 razy w nocy, takze tego. To wszytsko co tu napisalas plus 4 pobudki wiecej.

  17. Dzieci to największe poświecenie. Nikt tego nie pojmie dopoki nie zostanie rodzicem a konkretnie matką. Ojcowie niestety tak nie maja.

  18. Szkoda mi tego mojego starszaka. Nie mam dla niego tyle czasu co dla młodszej. Niestety tak to juz jest. Mam nadzieje ze urodzilam starszakowi najlepsze szczesie – siostre.

  19. Nie wyobrazam sobie miec wiecej dzieci niż 2! Ja moja babcia miała 6. Ja nie wiem jak ona jeszcze zyje majac 77 lat. JA to tej dwojce dozyje pewnie 50.

  20. makkkjuja on

    Wlasnie nosze pod sercem drugiego syna, prosze cie wez mnie nie strasz. Jak on poda sie w brata plus jeszcze te argumenty o ktorych tu piszesz, nie wiem. Boje sie, bardzo….

  21. Miłosc do dzieci jest przeogromna, ale niestety to co tu napisalas tez jest. Dobrze czasem sie zresetowac, wyjechac, wyjsc, zrobic cos tylko dla siebie. Mozna zwariowac.

  22. no a wyobraz sobie mala roznice wieku, gdzie kade praktycznie potrzebuje uwagi i zaanagarzownia, nakarmienia. nic tylko kulka w glowe. czasem mam ochote sie upic i zapomniec.

  23. agnieszka.l on

    No i ja też dokładnie wiem o czym piszesz. Na dwójce koniec. W zyciu juz 3 dziecka.

  24. Dlatego szacunek i podziw dla każdej matki. Zupełnie inaczej teraz postrzegam kobiety matki niż kiedy byłam bezdzietna. Jesteśmy wielkie i silne ! 🙂

  25. michalina on

    Bez dresow niedalabym rady, osotanio zlapalam sie na tym ze tylko kupuje dresy albo bluzki bawelniane, takie wygodne wiesz, zeby moc szybciej zaiwaniac po domu, w jeanasach byloby niewygodnie, moglyby ograniczas moje ruchy i czas ktory biegne na gore po cos dla dziecka albo w innych czynnosciach. Dzizys!kiedy to sie zmeni?

  26. 20 minut z twoim krytykiem to nic. Moj porarudzi przez pol godziny, zje dwie lyzki i kazuje sobie robic cos innego. Masz o tyle lepiej ze idzie spac po pierwszym daniu.

  27. Dzieci to raz. Ale kurna zeby nie bylo jeszcze czasu na inne sprawy. Niestety samo nie upierze, samo sie nie ugotuje, samo sie dziecko nie uspi i nawet samo sie nie zje. Trzeba jeszcze w biegu miedzy innymi czynnosciami np jesc chleb bez masla z sama szynka i przepijac to gorzka zimna herbata. Takie sniadania.

  28. Moj dzien codzinnie zaczyna sie punkt 6 i trwa bardzo wyrerpujaco dla mnie do godziny 24. Dzieci chodza spac po 22. w ciagu dwie drzemki po max godzine.

  29. Czuje sie jeszcze bardziej zmęczona czytając ten post. Smutne to wszystko. Tak wygląda prawdziwe macierzyństwo. I kiedyś ktoś mi coś bardzo mądrego powiedział. Ze macierzynstwo kreci sie w wokol matki i dzieci. Dlatego nazywa sie macierzynsto a nie np. ojcierzynstwo. Ale my kobiety jestesmy o niebo silniejsze, bohaterki i nasze dzieci widza w nas wszystko. Jest to nieodzowne uczucie i warte wszystkich lez i zmeczen.

  30. matyldzia on

    Ej w ogole drastyczny ten post. Czasem wole cos pozytywngo, ale tu- to to samo co mam na codzien. Dla mnie to naprawde nic nadzwyczajego, dzien jak dzien, dopiero był maj a dzi mi leca jak kolki w kolowrotku, sama nie wiem jak tu sie zatrzyamc, po prostu lece z tymi kulkami i cholera wie keidy sie zatrzymam. A tu juz swieta,ja starsza o kolejny rok. Mam wrazenie ze to juz sie nigdy ne zmieni.

  31. Ze niby drugie dziecko już niewiele zmienia w życiu??? Kto Ci takich głupot nagadał. ???

  32. Dla mnie najgorszy jest ten niedoczas, zebym nie wiem co robila i jak robila. Polamala sobie nogi w biegu nawet jak mam troche wiecej energii niz codzien bo akurat w srode moj niemowlak obudzil mnie tylko 2 razy w nocy i pospalam do 8. Czulam sie wyjatkowo rzezka rano. Ale i tak wszystkiego nie zrobilam co zaplanowalam i tak jest codzinnie. Planuje, planuje a i tak czasu brakkkkkkkkk .

  33. Przy 2 jest ciekawiej niż przy 1, ale przy 3 to jest dopiero jazda. Zaczyna sie najlepiej kiedy przychodzi zima. Zaczyna chorowac najstarsze, przyniosl znow cos z przedszkola, potem mlodsze albo i to najmlodsze , na koncu pada trzecie , ja i pan tata. zanim pan tata zdarzy wydrrowiec ktorej znow chore i tak w kolko. Zaczyna brakowac mi sil. Nie jest mi wcale do smiechu. Choroby u dzieci to najgorsze co moze sie przytrafic. U nas juz w tym roku 2 zapalenia oskrzeli, angina, ciagle katary i antybiotyki na okretke 🙁

  34. Mam dzieci tej samej płci i wieku co Ty i absolutnie się ze wszystkim zgadzam. Dodaje do tego pracę zawodową na pełen etat i męża tylko w weekendy. Można być tak zmęczonym że nie można zasnąć. A pomimo tego rano trzeba z uśmiechem na twarzy tłumaczyć 5 latce dlaczego ona musi wstać szybciej niż słońce. Czuję że życie mi ucieka, że staram się ze wszystkich sił, a jednak do ideału w każdej dziedzinie mi daleko. Nie poddaję się, choć czasem czuję że powinnam. Pozdrawiam

Odpowiedz