Mam wrażenie, że ktoś tu ma w dupie nasze zdrowie

28

Czytam ostatnio różne wiadomości i się za głowę łapię. Bo okazuje się, że podtruwa mnie nie tylko sąsiad, co pali byle czym w piecu, ale też być może ten miły pan hurtownik, od którego sklep skupuje drób. I nikt (a może NIK) mi nie powie, że jest inaczej! 

Natknęłam się wczoraj na artykuł: 80% drobiu zawiera w sobie antybiotyki i aż mnie zatrzepało z nerwów. A może ze strachu? Nosz cholera jasna, jak tak można?! Ja od dawna już nie kupuję w sklepie kurczaków, bo się nasłuchałam o nich tyle, że skutecznie mi je obrzydzono. Ale właśnie mój żywieniowy świat runął w gruzach, bo wierzyłam, że chociaż indyk jest lepszy, zdrowszy itd. A to nie prawda… Bo to takie samo dziadostwo jak i kurczak. Dziadostwo to łagodne określenie. Użyłabym tu raczej słowa trucizna.

antybiotyki w drobiu

Jak podało radio – ponad 40 ton takiego zatrutego mięsa trafiło lub mogło trafić na nasze stoły. „Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że aż 80 proc.(!) kontrolowanych hodowców zwierząt w województwie lubuskim stosuje antybiotyki”. Nóż się w kieszeni otwiera.

Tylko że chwila moment. Dziś po medialnej burzy NIK opublikowała sprostowanie dla doniesień medialnych. Otóż wcale nie jest tak źle jak to gryzipiórki podają. Owszem, sprzedają nam nieświadomym konsumentom jakieś napompowane antybiotykami filety, a my to ze smakiem przyrządzamy w naszych kuchniach i karmimy takim szajsem rodzinę, o zgrozo! Ale podobno (piszę podobno, bo nie wiemy z jakiego źródła korzystało radio ZET) wyssane z palca okazało się np. to, że jakimś dwóm hurtownikom grozi 8 lat więzienia. Chyba że są to informacje niepotwierdzone… W każdym razie sytuacja i kontrola dotyczyła jednego województwa, a NIK zapewnia, że sprzedaż weterynaryjnych leków przeciwbakteryjnych w przeliczeniu na populację zwierząt produkcyjnych (matko, jak to brzmi) na przestrzeni ostatnich lat nie wykazywała tendencji wzrostowych.

I co z tego, skoro tych antybiotyków stosuje się wciąż dużo? Jaką ja mam pewność, że mięso z lubuskiego było jednak w granicach normy i że nie trafiło właśnie do mojej miejscowości? Wyjaśnienia NIK-u to dla mnie żadna pociecha, skoro i tak mam poczucie, że w tym czy innym mieście hurtownicy próbują mnie otruć.

Na dodatek coś mi tu śmierdzi. Bo w raporcie NIK podaje wyraźnie, że:

„taki system nadzoru (przyp. jaki mamy obecnie w kraju) nie tylko ma luki, ale wręcz nie może być skuteczny, a tym bardziej nie może gwarantować, że mięso, które trafia do sprzedaży jest bezpieczne dla zdrowia konsumentów.”

A dzisiaj w jakże dziwnym sprostowaniu NIK-u słyszymy, że w Święta mamy się zajadać drobiem, bo jest całkowicie bezpieczny:

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-z-krd-o-produkcji-drobiarskiej-w-polsce.html

Dla mnie jest jasne, że ktoś tu ma w dupie nasze zdrowie i nie wiem jak was, ale mnie to przeraża.  Ja rozumiem, że ludzie kochają kasę i zrobią dla niej wszystko, ale zastanawiam się czy właściciele tych firm jedzą to co sprzedają, czy dla siebie mają te lepsze kurki bez dodatków.

A teraz pomyślcie ile sztuk nafaszerowanych filetów przeszło przez Wasze ręce i zamieniło się w soczystego i pachnącego chemikaliami kotlecika. Ja naprawdę nie wiem czym jutro nakarmię rodzinę. Bo dziś wątpliwy jest drób, a jutro poczciwa marchewka…

Odsyłam Was do źródła, czyli raportu z kontroli NIK.  Po tym co tam przeczytacie z pewnością szybszym krokiem przejdziecie jutro obok mięsnego.

 

28 komentarzy

  1. indyk czy kura to wsio rybka jak sie to mowi, kazde jest nafaszerowane antybiotykami i hormonami.

  2. a mowia ze smog nas niszczy – nieprawda, jedzenie jest o wiele bardziej rakotworcze niz powietrze.

  3. magdalena on

    nie ma co tego czytac, i tak nic innego nam nie pozostaje, lepiej sie nie stresowac tylko delektowac

  4. Bedzie tak dalej to medycyna splajtuje, nie beda zadarzac nad leczeniem i straca klientow

  5. Jak mi zrobią wszystkie zęby bede mogl jesc co chce. narazie mnie bol blokuje. Nie bede patrzyl tylko jadl co popadnie

  6. jak jablka to jem renety, jak miesto to krolik lub cielecina, warzywa mam od mamy z „pola” eko. Pije tylko wode i mało co spożywam cukru. zobaczymy ile lat bede zyc.

  7. a u mnie w domu moi synowi tylko kure reflektuja na obiad, nie wezma do ust ani ryby, ani wpieprzowiny a juz nie mowie w ogole o cielecinie czy wieprzowinie.
    jeszcze krolik mnie ratuje

  8. weronika p. on

    żebyś wiedziała że przeszlam obok miesnego z odchlona w bok glowa. ale poszlam na warzywa i owoce, tam pelno pestycydow i cuchnie nawozem. co jesc ?????

  9. Kinga nie stresuj się, pociesz się że każdy z nas jedzie na tym samym wózku, każdy.

  10. Nasze zdrowie w de mają dokładnie wszyscy naokoło z lekarzami włącznie. Jak sami o nie nie zadbamy to nikt nas w tym nie wyręczy.

  11. Najbezpieczniej jest jeść czerwone mięso, czyli wołowina i wieprzowina – drób niestety jest „produkowany” w najgorszych warunkach (podobnie niektóre ryby). Ale z warzywami i owocami wcale nie jest lepiej, no chyba że są z upraw eko. W przeliczaniu na gramy warzywa zawierają więcej azotanów niż kiełbasa wędzona 🙂 Za to owoce zwierają spore stężenia rakotwórczych PCB i tym podobnych.

  12. Natalia on

    Kuzynka męża ma duże gospodarstwo z kilkudziesięcioma krowami – zgadnijcie jakie piją mleko… z Biedronki! Nie piją swojego mleka, bo wiedzą jakimi świństwami faszerują krowy. Na uwagę, że przecież mleko z dyskontu jest takie samo to odpowiadają, że czego nie widać tego sercu nie żal. Dla rolnika liczy się tylko to, żeby krowa dała jak bajwięcej mleka i żeby zebrać jak najwięcej z hektara! Kuzyn męża pracował u Holendra na gospodarstwie w Polsce to całe worki antybiotyków sypał. Mógł za darmo brać mleka, ale też wolał mleko w kartonie z dyskontu. Skoro rolnicy nie chcą pić własnego mleka to o czymś to świadczy!

  13. Kto by się narodem przejmował, najważniejsza jest kasa za ubój a i ludzie też niech zdychają.

  14. Dzięki za ten artykuł. Mimo iż smutny i wiele jedna Ty nie zmienisz świata, ale życzyłabym sobie żyć w otaczającym mnie zdrowym kraju i nie bac się kupować w spożywczaku.

  15. JA myśle że tak jest poniewaz najlepiej jest sprowdzic wszytsko zza granicy po taniosci jesc jakies swinstwo, a polscy rolnicy – za kilka lat w ogole takich juz nie bedzie bo 5 kurek nie bedzie opalcac sie howac 🙁

  16. Dlatego ja jestem weganką, a moje dziecko je królika i kaczkę od teściowej, która specjalnie je dla nas hoduje. Latem sadzimy w ogrodzie tyle, żeby nie musieć kupować nic jesienią, zimą i wiosną. Jednak nie każdy ma kawał ziemi i teściową, która może hodować zwierzaki na mięso. Ale niestety większość społeczeństwa nawet nie chce wiedzieć co znajduje się na ich talerzu. Ostatnio koleżanka powiedziała mi zagryzając kebaba z ulicznego baru, ze przecież na coś musi umrzeć…

  17. Ja cały czas mówię, że smog to jest NIC w porównaniu do tego co jemy. To jest chore dla mnie. Nikt nad tym nie panuje, rząd ma chyba na celu zlikwodowac połowę społeczeństwa, by nie musieli emerytur wypłacać.

  18. Do tego to wszystko prowadzi moja droga. Chcą żeby ludzie przestali w ogóle jeść produkty spożywcze. Będzie tego coraz więcej i więcej, będziemy umierać od chemi któa nas zabija!!!
    A przemysł farmaceutyczny w spisku ze przemysłem spożywczym będą nam za kilkaset lat sprzedwac tabletki zamiast pokarmu. Rozumiesz o co chodzi: jedną łykniesz i masz z głowy całe gotowanie i jedzenie. Będzie kolejny krach ludzkości. Do tego to wszystko prowadzi.
    !!!!!

Odpowiedz