Lubicie spać? Bo ja jeszcze niedawno miałam z moim łóżkiem taki „love-hate relationship”. Niby człowiek nie mógł się doczekać, aż przyłoży głowę do poduszki, przykryje się ciepłą kołderką i odpłynie do krainy snu. Jak przystało na mamę, nie zliczę ile razy byłam tak zmęczona, że marzyłam tylko o tym, żeby obudzili mnie dopiero na wypadek wojny i przenieśli w bezpieczne miejsce. Ale w praktyce wyglądało to tak, że jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki, po zamknięciu oczu w mojej głowie rozpoczynał się kolorowy film, pełen nagłych zwrotów akcji, przemyśleń, co mogłam zrobić lepiej, o czym zapomniałam i co zawaliłam. Zamiast spać, analizowałam życie, dochodząc do wniosków mrocznych jak noc (nomen omen). A im bardziej zależało mi na tym, żeby na drugi dzień czuć się wypoczętą, tym bardziej spać nie mogłam (jest może jakieś prawo w fizyce, które mówi, że ilość snu jest odwrotnie proporcjonalna do chęci wyspania się?). Bardzo długo zdarzało mi się budzić kilkanaście razy w czasie jednej nocy. Raz przemyślałam obiad na nadchodzący dzień, innym razem plan na realizację jakiegoś projektu (a tych zawsze mam więcej niż powinnam). Do tego rano czekała na mnie dwójka głodnych maluchów i były czasy, że przy życiu trzymała mnie jedynie zielona herbata albo kawa. Ale im człowiek starszy, tym mądrzejszy, więc w końcu zaczęłam wprowadzać zmiany, żeby lepiej spać. Jakie? Zobaczcie same. Mam dla Was 7 sposobów na lepszy sen, które u mnie dobrze się sprawdzają. 


Nie zabieram telefonu i komputera do łóżka – chciałabym napisać, że nigdy, ale jednak czasem zerkam w telefon (bo ten przy łóżku leży zawsze ze względu na to, że ustawiam na nim budzik). Ale rzeczywiście, jeśli juz zacznę przeglądać w telefonie różne strony, czy oglądać filmiki, albo robić notatki na kolejny dzień, to po mnie. Już wiem, że się nie wyśpię, bo odkładam telefon dopiero, kiedy oczy samie mi się zamykają ze zmęczenia. 
Urządzenia elektroniczne emitują niebieskie światło i pobudzają mózg do działania, przez co mogą znacznie opóźnić moment zaśnięcia. Idealnie byłoby odstawić je na co najmniej godzinę, półtorej przed snem (to samo dotyczy telewizji).

Sypialnia zarezerwowana na sen: tzn. idę do sypialni, kiedy rzeczywiście przychodzi czas na sen, albo wieczorne wyciszenie. Tutaj raczej z naciskiem na to drugie, bo jako mama dwójki dzieci do sypialni przeważnie idę w towarzystwie. W skrócie: czytamy książki, dzieci zasypiają. I jeśli ja nie zasypiam z nimi, wtedy sięgam po swoją książkę. Dodam jeszcze, choć może to banał, że o wiele lepiej zasypia się w sypialni, w której jest porządek. Jeśli wokół zalegają stosy ciuchów do wyprasowania, sterta papierów do przejrzenia albo śmieci, których zapomnieliśmy wyrzucić, to w takich warunkach ciężko się skupić na śnie. Zamiast tego myślisz o liście zaległych obowiązków do odhaczenia

Olejek CBD: wróćmy jeszcze na chwilę do tego czasu “zanim położę się do łóżka”. To akurat sposób pożyczony od mojego męża, bo to on pierwszy raz kupił olejek CBD. I – jak to często robi Adam –  kupił go, postawił gdzieś z tyłu szafki łazienkowej i sięgnął po niego dopiero, kiedy ja go znalazłam podczas sprzątania. W sumie zaczęłam go stosować z ciekawości, trochę nie wierząc w jego działanie. Ale to, muszę powiedzieć, pozytywnie mnie zaskoczyło. Co najważniejsze –  olejek CBD nie odurza, ale poprawia jakość snu, ma delikatne działanie wyciszające, uspokajające, pomaga się uporać z nadmiarem stresu. Tylko pamiętajcie, że na każdego może działać inaczej, dlatego każdy dawkę musi dostosować do własnych potrzeb i efektów, jakie zaobserwuje (nie ma żadnych oficjalnie ustalonych dawek olejku CBD). 

U mnie olejek największy wpływ mial na jakość snu: mniej się wybudzam, śpię spokojnie, budzę się wypoczęta, a co za tym idzie, mam znacznie lepsze samopoczucie w trakcie dnia.

Olejek CBD jest w Polsce całkowicie legalny, uzyskuje się go najczęściej z konopi przemysłowych i ma wiele drogocennych właściwości: może pomóc w rzuceniu palenia, walce z trądzikiem, działa przeciwbólowo, ponoć pomaga także cukrzykom, schizofrenikom i osobom zmgającym się z nowotworami. Oczywiście ekspertką nie jestem, ale na pewno mogę polecić olejek osobom, które mają problemy ze snem i nie chcą się faszerować lekami z długą listą możliwych działań niepożądanych. Tylko warto mieć się na baczności i postawić na produkt od sprawdzonego producenta, inaczej możemy kupić olejek bez żadnych właściwości terapeutycznych i wyrzucić pieniądze w błoto.

I tu z doświadczenia mogę Wam na pewno polecić olejek CBD od Kanaste, który można kupić w trzech smakach: naturalnym, waniliowym albo miętowo-czekoladowym. Ale od razu Wam powiem, żeby nie spodziewać się raczej cudów, jeśli chodzi o smak – te olejki zazwyczaj nie są smaczne. Smakowe zdecydowanie łatwiej przyswoić. Są dosyć drogie, ale bardzo wydajne.

A jeśli macie ochotę przetestować, to chętnie podzielę się z Wami swoim kodem rabatowym. Podobno można się nim podzielić ze znajomymi… co poradzę, że ja znajomych mam dużo.

Kod „spijdobrze20” daje Wam 20% zniżki na całą ofertę Kanaste

Częstujcie się i śpijcie dobrze:)

Relaksująca książka: nie telewizor, nie seriale, nie telefon. Jeśli coś naprawdę pomaga mi zasnąć, to jest to książka w swojej tradycyjnej, papierowej formie. Ale warto też zwrócić uwagę na to, co się czyta. Ja staram się, żeby to nie była książka, która bardzo trzyma w napięciu, dotyka trudnych tematów. Np. przez pewien czas miałam fazę na książki opowiadające o II wojnie światowej i dużo czytałam o obozach koncentracyjnych. Nawet jak udało mi się zasnąć, to w nocy ganiali za mną SS-mani i musiałam się nieźle namęczyć, żeby im uciec – skakałam z balkonu, chowałam się w lesie, a rano budziłam się w gorszym stanie, niż przed zaśnięciem. Dlatego polecam raczej coś wyciszającego, co nie prowadzi do rozbudzenia (i rozstroju nerwowego). W pewnym okresie świetnie sprawdziła mi się książka “Nic się nie dzieje” z wyciszającymi opowiadaniami na dobranoc. Jedni powiedzą, że jest tak nudna, że aż człowiek zasypia, ale rzeczywiście jest tak napisana, że pomaga zasnąć. 

Odpowiednia dieta: wiem, że to brzmi banalnie, ale czasem proste rozwiązania są najlepsze. Jeśli szukasz przyczyny problemów ze snem, przyjrzyj się temu, co jesz i pijesz. Ja nie śpię dobrze, jeśli zjem coś tłustego, co obciąża żołądek. W ogóle kolacja zjedzona tuż przed pójściem do łóżka źle wpływa na jakość snu, a w dodatku zamienia się w tłuszczyk, a tego nie chcemy. Ale działa to w obie strony – jeśli kładziemy się z pustym żołądkiem, może obudzić nas głód. U mnie złoty środek to lekkostrawna kolacja, zjedzona na ok. 2 godziny przed snem. 

Nie włączam „drzemki”: jeśli obudzę się zmęczona, bo wyjątkowo krótko spałam, staram się nie dosypiać, bo czuję się wtedy jeszcze gorzej. Chociaż jest ogromna pokusa, żeby wcisnąć „drzemkę” (i powtarzać to w nieskończoność), wiem, że to nic nie da, a efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Wyczytałam gdzieś, że po wciśnięciu przycisku drzemki, uwalniają się hormony odpowiedzialne za sen. A kiedy budzimy się po następnych 10 minutach czy kwadransie, całkowicie zaburzamy pracę organizmu. Wpływa to negatywnie na nasz układ hormonalny, nerwowy, czujemy się zmęczeni i mamy problemy z koncentracją. 

Aktywność fizyczna: nie jest to żadna tajemnica, że aktywność fizyczna wpływa pozytywnie właściwie na wszystko. Jeśli się zmęczę, odstresuję, wyładuję negatywne emocje, to szybciej zasypiam. Siedzenie całymi dniami, na dokładkę przed ekranem komputera albo tableta, fatalnie wpływa na jakość snu. Dzięki aktywności fizycznej rozluźniamy mięśnie, regulujemy oddech, poprawiamy ukrwienie całego organizmu. I (co obserwuję u siebie) pozbywamy się napięć i stresu. 

Każdy z nas poświęca na sen jedną trzecią swojego życia. Znam takich, którzy próbują to jakoś „przeskoczyć” i ograniczyć sen do niezbędnego minimum, ale raczej nie wychodzi im to na dobre. Zresztą sama nie raz chodziłam przez cały dzień jak zombie i ogólnie – nie polecam. Ale zanim sięgniecie po jakieś „cudowne środki”, o ulotce tak długiej i zawiłej, że właściwie sama w sobie ma właściwości usypiające, przyjrzyjcie się swoim codziennych nawykom i rytuałom, bo czasem tak naprawdę wystarczy niewiele, żeby lepiej się wysypiać i znacząco poprawić jakość snu.