Bezpieczne dziecko

58

Tym razem na poważnie, a nawet – niestety – śmiertelnie poważnie. W Polsce gruchnęła wieść o tragicznej śmierci chłopca, który zakrztusił się częścią od długopisu i zmarł. Ponieważ odkąd jestem matką to każda wiadomość o cierpieniu dziecka sprawia, że w gardle rośnie mi gula i nie mogę wykrztusić słowa, postanowiłam w końcu tę gulę wypluć.

Staram się być tolerancyjna. Tym razem czara się przelała i nie mogę milczeć, mianowicie: nie mogę pojąć, skąd się biorą rodzice-ignoranci. Przecież posiadanie dziecka nie jest w Polsce obowiązkowe, więc jeśli już je mają, to dlaczego nie dbają, żeby dotrwało ono do dorosłości? Czy to tak trudno wyobrazić sobie, że dziecko dopiero uczy się świata i wszystko, co spotka na swojej drodze, będzie miało ochotę: włożyć do buzi, spróbować, polizać, obejrzeć, przyłożyć do oka, ucha i rzucić na ziemię?

Rozumiem, że człowiek zabiegany, zapracowany nie zwraca tak bacznej uwagi na dziecko jak powinien. Ale czy umyta podłoga i wyszorowane gary są ważniejsze niż własne dziecko, które od pół godziny nudzi, żeby się z nim pobawić? Czy ci rodzice nie wiedzą, że znudzone dziecko wymyśla najgłupsze i najniebezpieczniejsze zabawy, jakie są tylko możliwe do zrealizowania w naszym mieszkaniu?

Sama należę – jak wiecie – do typu matki drżące. Dlatego kiedy Lenka była mała nieustannie usuwałam z jej drogi przeszkody. Nie, nie mówię tu o odsuwaniu mebli, wynoszeniu stołu do piwnicy czy ściąganiu skrzydeł drzwi. Oczywiście zabezpieczałam narożniki i szuflady, ale przede wszystkim dbałam o to, żeby na podłodze, kanapie i fotelach nie znalazło się nic niepożądanego. Fakt, mieszkaliśmy wtedy w metrażu, który pozwalał na codzienne ogarnięcie terenu. Na podłodze nie walały się drobne monety, które najlepiej chowają się wśród włosia dywanu. Nie walały się też długopisy, które bardzo łatwo można: odkręcić i połknąć drobne części, może wylać tusz, w którym nie wiadomo co się znajduje, który można wbić sobie w oko biegnąc z nim w stronę mamy. Naoglądałam się w życiu tak wiele horrorów więc wiem, że nawet najprostsze narzędzie może stać się zabójcze. Postanowiłam też oszczędzić sobie potencjalnej tragedii i zrezygnowałam z chemii, którą sprzątałam dom. Dlaczego więc z uporem maniaka wybieramy w sklepach mega bezpieczne zabawki, bez ostrych kantów i odpadających części a nie pamiętamy, że największe zagrożenia niesie nasze niedbalstwo, bałaganiarstwo i ignorancja? Najłatwiej rzucić dziecku garść bezpiecznych zabawek i zająć się obiadem. Ale nawet nie zdążymy tego obiadu zjeść, bo trzeba będzie pędzić do szpitala.

Mam też incydent ze swojego życia. Pewnego razu dawałam Lence obowiązkową witaminę D. Każda mama wie, że te kapsułki twist-off nie są najlepszym wymysłem producentów. Kapsułka była śliska, ja próbowałam zabawić dziecko i nagle cała kapsułka wylądowała w jej buzi. A raczej w gardle. Dziecko spróbowało wykaszleć, ale nie mogło wydać dźwięku. Wiedziałam, że to już czas na moją reakcję. Jako że szkoleń pierwszej pomocy miałam w swoim życiu mnóstwo, błyskawicznie obróciłam córkę głową w dół i uderzyłam między łopatki. Kapsułka wypadła – może nie była tak głęboko jak myślałam, może moja interwencja pomogła… Nie wiem. W każdym razie po tej przygodzie dotarło do mnie, że wypadki zdarzają się w najbardziej niespodziewanym momencie i czasem tylko w małej części są zależne od nas. Ale jeżeli możemy im zapobiec, róbmy wszystko, co tylko możliwe: nie żałujmy pieniędzy na zabezpieczenia szuflad i schodów, przenośmy środki czystości na szafę, nie dawajmy dziecku do zabawy dziwnych przedmiotów i przede wszystkim dostrzegajmy nasze dziecko, gdy zaczyna coś kombinować. Każda mama wie, że z reguły kombinuje wtedy, gdy zbyt długo go nie słychać. Pamiętajmy, że najwięcej wypadków zdarza się w domu!

Rodzice z reguły myślą o dzieciach. Myślą o ich przyszłości, rozwoju, zdrowiu. Rzadko myśli się o tym, jak bardzo niebezpieczna bywa przestrzeń, w której żyją. Absolutnie nie mam na myśli tutaj tego, aby nie pozwalać dziecku na swobodne bieganie, bo może się przewrócić. Na początku pełna obaw o swoją jedynaczkę, teraz dojrzałam i wiem, że im więcej razy się wywróci, tym więcej się nauczy. Ale ile razy obserwowałam akcje, w których miałam ochotę podejść do mamuśki i dać jej… złotą radę (albo w zęby): stoi taka, gada z drugą, a dziecko bieg za gołębiem. Gołąb skacze na krawężnik, potem na ulicę. Dziecko oczywiście za nim. Matka wypada na ulicę (szczęśliwie nic nie jechało albo – bardziej dramatycznie – auto zdążyło się zatrzymać) i wrzeszczy na dziecko oraz oczywiście leje, gdzie popadnie. A ja walczę ze sobą i przypominam sobie hasła, że przemoc rodzi przemoc, więc syczę tylko do niej, że to ona powinna pilnować a nie plotkować z koleżanką. Obrywam oczywiście słownie równo, od jednej i od drugiej, a dziecko pokazuje mi język. Ech.

Albo ile razy widziałam świeżo upieczone mamy, które zapominały, że pchają przed sobą wózek i stawały tuż przy krawężniku do tego stopnia, że wózek w części znajdował się już na ulicy. Jako że jestem czynnym kierowcą wiem, że takie zachowania są tak częste jak niebezpieczne. Czy naprawdę tak mało jest mam-kierowców, że nie zdają sobie sprawy, jak bardzo naraża to ich dziecko i jak jest bezmyślne?

A pamiętacie, jak w czasach naszej młodości straszono Czarną Wołgą? Różni ludzie według legend nią jeździli: a to zakonnice, a to księża, Cyganie albo reprezentanci rządu. Niezależnie od tego kto siedział za kierownicą zamysł miał ponoć jeden: porwać twoje dziecko. Wskutek tego na miasto padł blady strach i dzieci ani ważyły oddalać się od rodzicielskiej nogi. Dziś wiadomo, że było to tylko jednym z licznych urban legends, a miało na celu skłonienie dzieci do posłuszeństwa, a rodziców do pilnowania dzieci. Wtedy bowiem bardzo popularne był proceder pozostawiania dzieci bez opieki w wózku pod sklepem. Nie wiem, czy mamy myślały, że anonimowy tłum będzie pilnował ich dziecka. Bardzo często jednak w tamtych czasach dochodziło do porwań dzieci, właśnie przez reprezentantów tego anonimowego tłumu. Dziś takie rzeczy się nie zdarzają. Dzieci uczula się jedynie na pedofilów, a nie na to, aby nie rozmawiały z nieznajomymi proponującymi im cukierki. Właściwie znamy to jedynie z amerykańskich filmów i osobiście żadna matka ani ojciec nie opowiadali mi, że w przedszkolu czy w szkole dba się o takie sprawy.

Świat pędzi w zastraszającym pędzie. My razem z nim. Nasze dzieci – niekoniecznie. One zawsze mają na wszystko czas, im się nie spieszy, jemu nigdy nie szkoda czasu na eksplorowanie i doświadczenia. Dlatego nie liczmy na to, że uda nam się szybko zrobić zakupy i dziecko nie będzie nam w tym przeszkadzać. Ono w końcu się znudzi, odejdzie i albo wyjdzie ze sklepu albo wypije kreta. Nie liczmy na to, że można dziecku dać długopis i cieszyć się, że sobie smaruje po kartce, a my lepimy pierogi w kuchni. Bo szybko się znudzi smarowaniem, a zajmie rozkręcaniem na części pierwsze. Nie liczmy na to, że będzie grzecznie jadło paluszki i oglądało bajeczki, a my w tym czasie obierzemy ziemniaczki. Bo jak się zacznie tym paluszkiem dławić, to nawet nie piśnie. Mikser czy szum wody znad zlewu skutecznie zagłuszą odgłosy krztuszenia. Koszmar.

Wybaczcie chaotyczność, ale piszę wzburzona. Wzburzona ignorancją, brakiem myślenia, tępotą niektórych rodziców. Bo rodzicielstwo bez pomyślunku jest jak dryfowanie bez żagla. Gdzieś dopłyniesz. Albo zeżre cię rekin.

58 komentarzy

  1. JuliAnna on

    Soul Asylum – Runaway train. Najlepszy teledysk jaki w życiu widziałam. Jedyny, który wzbudził tyle emocji… Może tak było kiedyś, ale… stracic dziecko w taki sposób…

  2. Tak to wazny temat ale nie dajmy sie zwariowac. Wypadki sie zdarzaja najlepszym matkom. Tak jak tu kolezanka wczesniej napisala, nie mizna dziecku wkladac cale zycie poduszek. Dziecko ma sie uderzyc, skakeczyc, to nauka. Nauka, ze zycie to tez bol, i ze sa konsekwencje. Pietnujesz w swoim wpisie matke (szkoda, ze nie obu rodzicow: czy w polsce tylko matka zajmuje sie dzieckiem?), ktora jakby nie bylo pojechala z dzieckiem do lekarza i na pogotowie. Nie zostawila dziecka, az sie udusi. W polsce to jest problemem, ze matki nie znaja pierwszej pomocy, nikt tego dla nowych matek nie organizuje. Jak chcesz pisac o zlych rodzicach to napisz o tych co zostawili dziecko u wujka, co je zgwalcil. To jest dla mnie patologia i temat na wpis blogowy. Pozdrawiam

  3. Podpisuje sie rekoma i nogami pod tym twierdzeniem ze nie zawsze uda sie uniknac wypadku…….nawet jesli jest dziecko pod czujnym okiem rodzica. Ja matka neurotyczka mialam najlepsze zabezpieczenia jak w fortecy, usuwanie drobiazgow z drogi oraz chodzenie za nim krok w krok, i co moj niespelna dwuletni synek zlamal reke wypadajac z piaskownicy (wysokosc 15 cm!!) gdzie bylam ja? wlasnie siedzialam z nim w tej piaskownicy.

    • Nie wiem dlaczego ale ucielo komentarz. Chcialam jeszcze opisac kolejny przypadek krory wydarzyl sie 3 miesiace pozniej. Synek chcial mi pomoc wyniesc smieci do kosza , i poparzyl sobie oczka chlorem z praktycznie pustej i zakreconej buteli z ktorej wycieklo pare kropel kiedy podnosil wysoko worek zeby wrzucic do kosza…….i znowu gdzie bylam ja? Otwieralam mu pokrywe do kosza.
      Panie na pogotowiu pyta sie z niedowierzaniem ,jak to ? drugi raz w ciagu 3 mcy? to co Pani dziecka nie pilnuje?
      NO WLASNIE ZE PILNUJE !!

  4. Drogie Mamy, chyba całą waszą empatię strawił poród…dżadnej z Was nie dziwi fakt braku podjęcia właściwych działań personelu szpitalnego??? z tego co czytam o tym przypadku to dziecko nie miało wykonanego nawet standardowego usg. cokolwiek nie dzieje się naszym pociechom należy się specjalne i SZYBKIE potraktowanie. piszę to ponieważ mój syn w wieku 10miesięcy trafił na pogotowie. dziecko pourazowe, a był to upadek na podłogę czekał w kolejce za…..więznem wleczonym w łańcuchach przez policję…..czy to normalne żeby ZWŁASZCZA dzieci nie były traktowane priorytetowo nie tylko przez rodziców…bo wypadki się zdarzają…

    • Usg na kaszel? Serio? Usg się nie wykonuje bez wskazań, tak jak leci. Poza tym nie słyszałam o badaniu usg oskrzeli albo płuc. Mieli mu od razu bronchoskopie zrobić czy jak?

  5. Agnieszka on

    Na miejscu autorki tekstu zastanowiłabym się dwa razy zanim napisałabym taki wywód. Nie oceniam matki niedawno zmarłego chłopca. Nie oceniam innych wypadków. Oby autorka nie musiała analizować swojego zachowania. Każda z nas może mądrować na temat tego jak bardzo pilnuje swojego dziecka, jak za nim chodzi krok w krok, a później sekunda i wypadek… Tak się niestety zdarza. Mam wrażenie, że o takim „pilnowaniu” to piszą matki, które nic nie muszą, nie chodzą do pracy, nie gotują i 100% swojego czasu poświęcają dziecku. Gratuluję! Ja mam dwójkę 4-latek i 4 miesięczny. Upilnujcie taką dwójkę… Zapraszam na praktyki

    • z Tobą Agnieszka zgadzam się w 100%
      ostatnio jakieś dziwne są tutaj te artykuły, każdy człowiek jest inny więc ja muszę być inna niż autorka bloga… ja nie oceniam rodziców, bliskich którym umarły dzieci czy to przez chorobę czy przez nieszczęśliwy wypadek, ja im po prostu współczuję, wiem jak boli strata dziecka, sama przeżyłam śmierć synka, który był nieuleczalnie chory… czy Wy nie zdajecie sobie sprawy jakie oni w tym momencie mają wyrzutu sumienia? nie zdajecie sobie sprawy jak cierpią że nie dopilnowali swojego dziecka? Czy uważacie że oni nie dbali o dziecko? Nie sprzątali? Nie robili nic? Byli pewnie rodzicami taki jakimi Wy jesteście… opiekuńczymi, kochającymi… no ale lepiej kogoś osądzać niż samemu spojrzeć na siebie, w końcu autorko bloga o mało co nie byłabyś tak samo osądzaną wyrodną matką, która dziecku nawet nie umie podać lekarstwa, ot tak taka siła mediów … troszkę współczucia

  6. I się zgadzam i się nie zgadzam. Bo z jednej strony rozumiem, że można popełnić błąd jesteśmy tylko ludźmi i w pośpiechu odłożyć coś potencjalnie niebezpiecznego gdzie popadnie. Ale gdzie kończy się granica „potencjalności”. Można pomyśleć, że wszystko jest potencjalnie niebezpieczne. Możemy jeść z dzieckiem przypiętym 5-punktowymi pasami bezpieczeństwa obiad na antypoślizgowej podkładce łyżeczką z dziesięcioma certyfikatami, a i tak może coś się stać np. zakrztuszenie.
    Mój Jaś złamał nogę podczas głupiej zabawy w akuku z Tatą na łóżku (łóżko jest miękkie, był z nim rodzic i co z tego).
    Z drugiej strony krew mnie zalewa jak patrze na bezmyślnych rodziców, niewychowanych dzieciaków, które chyba są hodowane a nie wychowywane. Najczęściej ta krew zalewa mnie na placach zabaw/salach zabaw/kącikach dla dzieci. Dzieciaki latają gdzie popadnie, włażą tam gdzie nie wolno, biją, gryzą, szarpią inne dzieci, a rodzice co? A nic popijają kawkę i nawet raz na kilka minut nie są w stanie rzucić okiem w stronę dziecka 🙂
    Myślenie nie boli.

  7. Patrycja on

    Bardzo lube Twój blog, sposób w jaki przedstawiłaś sposób „tyjącej diety” „matek podróżniczek”, ale dziś stane po stronie rodziców chłopca. Bardzo łatwo oceniać z boku. Ale w tym domu jest jeszcze jedno dziecko. Ty mając tylko Lenke jesteś w stanie zapanować nad „drobiazgami” w jej zasięgu. Jako osoba dorosła wiesz gdzie co kłaść itd. W tamtym domu był starszy chłopczyk być może pisał sobie i niechcący zwalił skuwkę na podłogę, a mały z zainteresowaniem się nią zajął 🙁 To tylko jedna z moich tez. Ale uwierz przy dwójce dzieci nie jesteś w stanie zapanować nad tym czy coś nie zostaje gdzieś pozostawione przez starsze dziecko, nawet nieświadomie. Takie tragedie budzą emocje. Moim zdaniem jego śmierć to tylko wina lekarzy, bo połknięty przedmiot daje określone symptomy.

  8. Weszlam na twojego bloga z polecenia znajomego. I musze sie podpisac pod twoim postem rekami i noganmi. Czasami sie nie da ustrzec wszystkiego, ale mozemy choc troche zminimalizowac niebezpieczenstwo. Gdy gotuje obiad i nie slysze moich chlopcow choc przez 2 min zagladam do pokoju obok czy cos sie nie dzieje.
    A co do tego konkretnego przypadku dziecka, ktore polknelo skuwke, to nie rozumiem rodzicow. Jak bym widziala, ze cos jest nie tak z dzieckiem i nawet gdyby jeden lekarz czy szpital by mnie odeslal to bym poszla do innego. Na litosc boska, jestem rodzicem i wiem, kiedy cos jest nie tak z moim dzieckiem, wiec jesli jedna osoba nie chce mi pomoc to ide do kogos innego, bardziej odpowiedzialnego, a nie zlewam bo moze sie polepszy, bo lekardz tak powiedzial.

  9. A przeanalizowała Pani-piszaca artykuł ze prawdopodobnie to szpital rozpetał info o połknieciu……czy sprawa jest jasna bo z tego co wiem to dochodzenie jest w toku………

    jestem mama 2 pracuje z dzieciakami nie odsuwam przeszkód nie odstawiam krzeseł nie przemeblowuje domu………jesli tak w kółko bedziecie robic to ani sie obejrzycie a Wasedziecko bedzie miało 18lat a wy nadal bedziecie mu „odgruzowywac” drogę zyciowa ……nie widzicie ze zycie az woła o samodzielnosc ….a przede wszystkim o myslenie…….
    Radzenie sobie z przeszkodami to własnie myslenie

    Pani ktora pisze „w domu bezwzgledne bezpieczenstwo” a w przedszkolu …..TO SIE DOPIERO DZIEJE!!!!! bo tam jest szkoła zycia …maluchy odpepnione od takich nadopiekunczych mam musza radzic sobie same…..same jesc….same sie rozbierac ubierac….same decydowac o swoich wyborach…..i same rozrózniac dobro od zła, same uczyc sie swiata

    • A przeczytała pani ze zrozumieniem o odsuwaniu przeszkód? Czy tylko tak pobieżnie?

  10. Magdalena on

    Jestem mama 3 latki, mieszkam we francji, tu tez ukonczylam szkole opiekunek dzieciecych i otworzylam domowy zlobek. Przyznam, ze dzieci sa rozne ( niektore tylko wkladaja do buzi do max. 1 roku zycia) a niektore jeszcze idac do przedszkola po 3 roku zycia. Nie popadajac w paranoje uwazam, i co sama uczynilam iz dla bezpieczenstwa dzieci niezbedna jest pewna reorganizacja domu! Koszt finansowy jest nie wielki a zycie dzieci bezcenne. Zgadzam sie iz wiele mam niedopilnowuje dzieci jednak pomyslmy ze kazda z nas jest tylko czlowiekiem. Dlatego zdarzaja sie wypadki. Nalezy byc zapobiegliwym i dbac o swoj skarb.

  11. Czy inne Panie też tak mają że wchodząc z wózkiem do małego osiedlowego sklepu, maja na sobie wzroki wszytkich dookola a najbardziej to wzrok Pani sprzedawczyni? Raz jedna mi zwrocila uwage ze po co ja tu z wozkiem wjezdzam jak nie ma miejsca. Przeciez ja chce zostawiac tam pieniadze, chce zebys zarobila to po co mnie wyganiasz. Nie zostaie dziecka samego na zewnatrz zeby mi ktos go ukradl ! CO za bezmyslne baby !

  12. Odkąd mam dziecko wszystkie ostre przedmioty zostały wywiezione do tesciow. Czekaja na to zeby dzieci podrosły 🙂

  13. TWIST_OFF to chyba wada farmaceutyczna. Jak mozna wyprodukowac takie beznadziejne kapsułki. Lepiej na przykład dawac witaminy w formie kropelek do buzi

  14. Śmieszą mnie matki ktore dają swoim dzieciom do zabawy sztuce i noze! No juz niby wszystkie zabawki w domu sie znudziły. Brawo dla tych któe daja nóz do zabawy !

  15. Apeluje do matek balaganiarek!
    Uwazajcie na klocki, ostre krawedzie czesto rania male stopki dziecka i Wasze też.
    Ja zawsze sprzątam po zabawie klockami. Oczywiscie zawsze bawimy sie nimi razem z corka 🙂

  16. Jestem typową matką drżącą. Niestety ale chodzę wszędzie za swoim dzieckiem w obawie że zaraz coś zmajstruje. I nie obchodzi mnie zdanie innych na ten temat, chce zeby moje dziecko bylo bezpieczne

  17. Ciekawe czy sa szkolenia dotyczace bezpieczensta dziecka z domu, chetnie bym poszla na takie warsztaty i to najlepiej z dzieckiem zeby ono tez poznalo swiat od tej gorszej strony

  18. I co z tego że w domu mamy najwyższe standardy bezpieczenstwa zachowane dla swoich dzieci jak w przedszkolu czy złobku juz tego nie ma.

    • wanessa on

      NO tak zgadzam się! Jedna Pani na 10 dzieci nie jest w stanie ich upilnować tak jak jedna mama na jedno dziecko w swoim bezpiecznym i przystosowanym dla dziecka domu.

  19. Pani Kingo a kiedy tak Pani bardziej wyluzowała się przy dziecku. Mam na mysli ten stres ktory objawia sie u świeżych mam? Ja mam 2 miesieczne dziecko, ono jeszcze nic nie potrafi a ja juz sie martwie co bedzie kiedy zacznie raczkowac chodzic pozniej szkola itd. Czy jako mama 3 letniej Lenki jest Pani w stanie mi powedzieć kiedy bardziej Pani odetchnęła po urodzeniu.? A moze to nie nazywa sie odetchniecie tylko przyzwyczajenie i nie działania tylko emocjami adrenalina i innymi hormonami ktore u mnie jeszcze mocno sa zakorzenione ?

  20. lolo hhh on

    Prawda jest taka że my matki to już zawsze będziemy miec dylematy jak najlepiej i nie najgorzej wychowac i czujnym okiem sledzic swoje dziecko . Uwazam że kazda matka wie co jest najlepsze dla jej malucha

  21. Są różne szkoły wychowania dzieci i nie zawsze najlepsze jest pilnowanie swojej pociechy bez ustanku. Nalezy mie jakiś umiar jak we wszystkim. Pózniej powie takie nadzwyczaj chuchane i dmuchane dziecko ze przy mamie to moglem skakc z parapetu i nic mi nie bylo a juz jak pojdzie do babci i skoczy kiedy ona nie zdarzy doleciec to inna historia – final niech kazda dopowie sobie sama

  22. Pamiętam jak moja mama wkładała mojego młodszego brata i mnie zreszta tez tylko tego juz nie pamietam do frani żeby mogła coś zrobić. Miła wówczas 10 minut dla siebie bo brat tyle wytrzymał. Dzis sa inne lepsze rozwiazania na to zeby dziecko moglo samo sobie siedziec na przyklad sa super specjalne maty z ogrodzeniem. wrzucasz zabawki i na pol godziny masz dziecko z glowy. 🙂 polecam

  23. mariunna on

    Niby takie paluszki z sezamkiem mniammmm ale to narzędzie zabójcze. Można je przecież sobie włożyć do każdej dziurki w głowie. Ja daje sykowi paluszka tylko pod moim okiem

  24. mari mar on

    Masz rację nalezy brać ze śmiertelna powagą sytuacje domowe naszych dzieci

  25. Tez mam jedynaczkę i jest taka niedobra i tak mnie nie słucha ze nie moge z nia sobie poradzic, ale cwana bestia zawsze jak leci to spada na cztery lapy. Czekam tylko kiedy jej sie to jednak nie uda ze strachem

  26. To straszne jak niektórzy rodzice bagatelizują czynności swoich dzieci.
    Śmieszy mnie jak mówią że musi sobie sam radzić i że jak się uderzy w stół to nastepnym razem nie będzie do niego podchodził.
    A jak w końcu będzie trzeba do szpitala szyć głowę to juz wówczas Ci „mądrzy rodzice” śpiewają inaczej

  27. O tym trzeba mówić ale zawsze znajdzie się matka, która zapomni, że ma dziecko i tragedia gotowa. Na dodatek trudno pogodzic prowadzenie domu z opieką nad dzieckiem, wystarczy chwila nieuwagi.

  28. Ty jesteś taka idealna żeby krytykować innych i pouczać ich jak mają się opiekować swoimi dziećmi?

  29. TakaMama on

    Obiema rękami się pod tym podpisuje. Jak moje dzieciaki były małe to wiecznie sprawdzałam czy wszystkie małe przedmioty są usunięte z powierzchni niższej niż 1.2m. Jak tylko widziałam że coś żuje a jedzenia w okolicy brak to ciśnienie mi rosło. Później okazało się że moje dzieci raczej z tych co nie zżerają z podłogi co popadnie. Na szczęście. Najbardziej uważałam i uważam dalej na środki czystości. Domestos to „must have” u mnie, a nie trzeba być chemikiem (jak ja) żeby wiedzieć że wypicie takich rzeczy kończy się źle. Niby jest bezpieczne zamknięcie(usłyszałam kiedyś), ale dziecko może polizać butelkę. Z wybieganiem dzieci na ulice. Koszmar. Pod tym względem mam świra. W zeszłym roku potrącony przez samochód i niestety zmarł został jeden z kolegów mojego syna z przedszkola. Chłopiec był z babcią na spacerze, pognał przed siebie i tak skończyło się jego życie. Babcia będzie do konca zycia z wyrzutami sumienia. Mnie wkurzają w ogóle rodzice którzy przebiegają z rodzicami przez drogę tam gdzie brak pasów. Szlag mnie trafia! Jak później dziecko zrobi tak bez „asysty” i skończy się wypadkiem to jest płacz i zgrzytanie zębów, a przecież z mamusią/ tatusiem tak robił i było ok

  30. justynaz on

    Straszny post … przepraszam ale nie idzie upilnowac dziecka i chodzic za nim krok w krok bo poprostu jest to nie mozliwe . Mozna tylko zminimalizowac to cale nie bezpieczenstwo . Robic obiady trzeba bo nie mozna pozwolic glodowac dziecku a sxczegolnie trzylatkowi . A gotowanie wspolne odpada (ciekawe jajko nawet niestraszna patelnia ) wiec w tym czasie ten trzylatek jest u siebie bawi sie i co ty rzucilabys obiad i siedziala z tym trzylatkiem ? Czy konczyla obiad zagladajac co jakis czas? Nie mozemy tez popadac w paranoje i np nie pozwalac dziecku skakac bo skreci noge … blagam przeciez nas tez nikt nie trzymal pod kloszem a zyjemy .

    • Chodzi raczej o zwrócenie uwagi na problem. Nawet fajnie jesli kilka osób się zdenerwuje, może zaczną o tym mówić… to ważny temat.

      • Czy tylko mi się wydaje, czy ciąża trwa 9 miesięcy? Pamiętam jak przez mgłę, te zakupy ubranek, butelek i łóżeczka. Wszystko musiało być nowe i piękne. Przecież będziemy mieli dzieci. Pamiętam też, jak szybko przeorganizowałem w mieszkaniu niektóre meble i kilka z nich przymocowałem do ścian, np. komody, a szewki i szuflady zabezpieczyłem przed otwarciem. Chemia domowa poszła do góry. Dla mnie to było naturalne, jak kupno pieluch czy mleka. Był czas, żeby to ogarnąć i nie jest to drogie. Nawet samochodem jeżdżę wolniej i z dziećmi nie przechodzę przez drogę nigdy, jak nie ma pasów.
        Wiem, że nie uniknę skaleczeń, złamań i siniaków. Nie uchronię dzieci przed każdym zagrożeniami, jakie mogą ich spotkać, bo się nie da!! Ale robiąc to wszystko co pisałem wyżej, po prostu nie stwarzam zagrożenia! Rozumiecie tą subtelną różnicę pomiędzy schowanym nożem w szufladzie, a nożem leżącym na stole, w zasięgu ręki? Własnie o to chodzi w zabezpieczeniu mieszkania gdy ma się małe dzieci. Tak, chodzi o schowanie noża do szuflady, włożenie „świnek” do gniazdek elektrycznych i przykręceniu mebli. To jest właśnie zrobienie bezpiecznej przestrzeni. I będę o tym pisał na swoim blogu!

  31. Jasne,że pilnować, sprawdzać co robi jak za dłogo jest cisza, ale nie zawsze da sie upilnowąć.
    Ja staram się jak umiem, mam szafy przymocowane do ściany, bo mała na szufladach się uwieszała, mam zabezpieczenia w gniazdach i na naroznikach. Chemię trzymam w najwyższej szafce, ale dziecko ma takie pomysły czasami i jest tak szybkie, że mozemy nie zdażyc pomóc..
    W mojej rodzinie na4latkę spadł tv, mama była w pokoju obok z nowo narodzym dzidziusiem. Mała miała takie obrazenia głowy, ze zmarła, matka zapewne bedzie obwiniac sie do konca zycie, ale winna nie była.

  32. dorotas on

    Masz rację że najwiecej wypadków dzieje sie w domu. Ja jestem tego najwiekszym przykladem!
    Blizna na czole po doniczce, szwy na kolanie po kaloryferze, i złamana reka po wspinaczce na meblach , no cóz modelka nie zostane

  33. ja tez milam podobna przygode z tymi witaminami D, powinni cos innego wymyslec. moje dzieck oto polknelo i na szczescie nic mu nie bylo

  34. Przerazajace sa porwania dzieci. Zawsze sie stresuje i nawet do jarzyniaka ktory swoja przestrzenia grzeszy 2m/2m wjezdzam moja super hiper duza gondola i udaje ze nie widze tych wzrokow innych kupujaych stojacych i cisnacaych sie w tych dwoch metrach tylko stoje i czekam na obsluge. boje sie zostawiac wozka na zewnatrz!

  35. kolasek on

    matka matce nie równa!
    Jedna boi sie trzymac dziecka na rekach w obawie ze bedzie miec krzywy kregosłup a nuż jej moze wypasc z rak i woli rzucić na podłoge albo w lezaczek to bedzie spokoj, a inna woli trzymac na rekach bo podłoga jest brudna i pelna bakterii.

  36. Ja to juz sie nie odzywam. Nietore matki sa tak beznadziejne ze szkoda mi gadac. Ile ja razy wiedzilam taka glupia plotkare ktorej dziecko wybiega na ulice a ona potem drze gebe na dziecko ktore przeciez nie wie ze moze zaraz go cos potracic, i potem jeszcze jedna z druga obwinia kierowców. A palnuj sie glupia babo w swoj tepy łeb i popatrz na siebie jako matkę. Tyle w tym tematcie

  37. Nigdy ale to przenigdy nie spuszczam z oka dziecka ktore samo bawi sie w innym pokoju!

      • Justyna on

        Tak, ja do łazienki chodzę z dzieckiem. Nie wyobrażam sobie sytuacji,że mój 15miesięczny syn,miałby zostać sam w pokoju, kiedy ja biorę sobie prysznic, czy muszę skorzystać z toalety. Starszy syn,kiedy miał 2 lata, (dzisiaj lat 4), został właśnie sam na 5 min, bo poszłam skorzystać z wc i zdążył jakimś cudem otworzyć (zabezpieczoną!!) szafę ze sprzętem typu żelazka i sprzęt sportowy, zrzucając na siebie co cięższe przedmioty, był cały poobijany. Wolę więc tą chwilę dyskomfortu w toalecie niż uszkodzenie dziecka i wyrzuty sumienia do konca życia.

        • Ja tez chodzę z dzieckiem do łazienki ZAWSZE! i nie widzę w tym nic dziwnego. Lepiej chyba żeby miało mu się coś stać. CO za beznadzijene sa niektóre matki

  38. jeeedna on

    Ostatnio podsłuchałam rozwowe pan w kolejce jak to jednej z nich syn wlepil sobie klocka lego do ucha. 3 tygodnie jechal na antybiotyku bo lekarze nie wiedzieli co mu jest. ucho boli i boli, a antybiotyk nie pomaga! az to jeden inny lekarz zlecil usg glowy i wyszlo szydlo a raczej klocek z ucha. takie to bezpieczne zabawki mamy.

  39. Bardzo wazne jest jakimi zabawkami bawia sie nasze pociechy. Ja zawsze zwracam na to szczegolna uwage, a jak moi chlopcy dostaja jakias zabawke ktora nie spelnia moich oczekiwan – wywalam ja do kosza, trudno.

    • Co do zabawek, to proszę zwracajcie uwagę na znak CE i nauczcie się odróżniać znaczek CE od China Export! Ten znaczek, przypominający CE jest tylko po to, żeby nas oszukać. Niestety jest to zgodne z prawem. O tym też pisałem ostatnio we wpisie „Jak kupować bezpieczne zabawki”.

  40. Wyjęłaś mi słowa z ust. W ostatnim czasie przed każdym zaśnięciem w mojej głowie pojawiają się myśli na temat bezpieczeństwa mojego dziecka. Zawsze drżę i zastanawiam się czy dziś zrobiłam wszystko, by była w pełni bezpieczna, czy dostatecznie ostrożnie prowadziłam samochód, czy garnki z wrzątkiem leżały dostatecznie daleko. Zawsze jestem pełna lęku i obaw o Maję, jej zdrowie i życie. Jestem za to odpowiedzialna i nie lubię ignorancji i zaniedbywania obowiązku jakim jest chronienie własnego dziecka. Niebezpieczeństwa można minimalizować, strzec się ich, jednak nie zawsze można złego uniknąć. Niestety.

Odpowiedz