Spuszczona z łańcucha, czyli co porabia matka na wychodnym

60

Niektóre matki mówią, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Niestety – nie wszystkie. Niektóre twierdzą, że stuprocentowe poświęcenie jest wpisane w naturę matek i …zaszywają się w domu na długie lata. Takie mamy mają nieustanne poczucie obowiązku, misji i… wieczne wyrzuty sumienia. Szczególnie dotyczy to chwil traumatycznych w życiu każdej takiej mamy; chwil, na myśl o których oblewają ją zimne poty. Do jednych z nich należy moment, kiedy po urodzeniu dziecka trzeba w końcu wyjść na imprezę.

Ja tam jestem sprytna i pod pretekstem robienia badań terenowych robię sobie wychodne. I stwierdziłam, że najlepsze miejsca w knajpie – czyli te przy drzwiach, kiedy każdy przystojniak ociera się o ciebie przechodząc, zajmują właśnie te ogłuszone wszechobecna muzyką i oślepione światłami stroboskopów wystraszone panie. Jako że ich wizja macierzyństwa oparta jest na modelu z „Domku na prerii”, każde wyjście z domu traktują jak zdradę rodzinnych wartości. Niektóre już teraz myślą, że trzeba się będzie z tego wyspowiadać. Okupują najlepsze miejsce z jednego ważnego powodu: w każdej chwili mogą czmychnąć, nie narażając się na zbyt długie tłumaczenia. Ewentualnie wychodzą pod pretekstem zadzwonienia, ale już nigdy nie wracają. Wyszłyby pod pretekstem zapalenia, ale nawet nie przyjdzie im do głowy, że matka może palić.

Taka mama z własnej woli nie wyjdzie z domu, chyba, że nadszedł TEN czas i trzeba zacząć śledzić syna na randkach (wiecie, jak mama Pawełka w „Wojnie Domowej”). Jak już się zgodzi, to postawi mnóstwo warunków: a musi być blisko domu; a tylko na godzinkę; a czy będzie ktoś dzieciaty. Przychodzi spóźniona, bo za długo sterczy nad dziecięcym łóżeczkiem z pożegnaniem, jakby szła na szafot. Ale ona głowy nie traci, nie! Żadna przyzwoita matka nie weźmie do ust alkoholu!

Jak już się pojawi na imprezie, to rozpoznasz ją błyskawicznie: rozgląda się nerwowo i zachowuje jak wiewiór z „Epoki lodowcowej”. Ale nie szuka żadnych orzeszków, przeciwnie: wszelkie oznaki męskiej uwagi przyjmuje z niedowierzaniem i myśli, że pan zapomniał z domu okularów.

Nie sposób się z nią nudzić: jest specjalistką od tematów ogólnoludzkich – od aktualnej sytuacji w służbie zdrowia do trendów z Mediolanu. Oczywiście swoją wiedzę czerpie od Wellman i Prokopa, ale nikt jej o to nie pyta. Najczęściej jednak dopada kogoś i zaczyna pokazywać na telefonie nieskończone zdjęcia swoich pociech – najlepiej z okresu noworodkowego, gdzie wszystkie dzieci wyglądają dokładnie tak samo. Pół biedy, jak trafi na tak samo zapaloną mamę i przez cały wieczór wymieniają się uwagami o kupkach i radami, jak najlepiej odciągać katar. Gorzej, jak w towarzystwie sami single albo bezdzietni. Ale mama nie zamierza zostawić ich ze zdjęciami w spokoju: przeciwnie, uderza ze zdwojoną siłą, a wszystko po to, żeby mieć spokój z zaproszeniami na rok. Mogłaby oczywiście się upić i mieć spokój na dwa lata, ale jak już wiemy, żadna matka nie tyka alkoholu. Chyba że bezalkoholowego.

Drugie panie to już typ znacznie rzadziej spotykany, ale to tylko kwestia tego, że potrafi się maskować niczym kameleon (po rocznej przerwie w wykonywaniu makijażu zresztą bardzo go przypomina). One nie tylko udają, że nie chcą wychodzić (to przed mężem), ale też udają, że się świetnie bawią (przed znajomymi). Jest to oczywiście sprzeczność, ale wynika z różnic między wyobrażeniami a rzeczywistością – zapomniały, że imprezowanie to tak naprawdę ciężka praca.

Decyzja o wyjściu z domu zapada dość wcześnie, bo już w okolicach pierwszych urodzin dziecka. Taka mama planowanie zaczyna od doboru odpowiedniej, błyszczącej, niemożliwie ciasnej bielizny… modelującej. Niby umawia się jak najdalej od domu, że niby nie zamierza wracać po pierwszym telefonie od męża, ale zawczasu sprawdza, czy w knajpie jest zasięg , a w pobliżu postój taksówek.

Podczas imprezy nie można oderwać jej ręki od butelki, ale gdyby zbadać ją alkomatem, to wynik wynosiłby okrągłe zero. Bo ona jest mistrzem kamuflażu – polewa, ile wlezie, zabawia, jest mistrzem ceremonii, wodzirejem i weselnym drużbą, ale sama nie pije. Chce za to szybko upić wszystkich wokół, żeby ewakuować się do domu (czytaj: do dziecka). Dla pozoru tańczy czasem z nieznajomymi, ale wcześniej upewnia się, że nie mają obrączki – wie przecież, co to rodzina i nie chce nikomu zabierać ojca.

Rozprawia głośno o przewadze słoika z niedopałkami na balkonie nad słoiczkami dla dzieci. Tłumaczy się z karmienia, że dopóki ma jeszcze między piersiami medalik, a nie pępek (chętnym proponuje sprawdzić), to karmi. Jest mistrzem sprowadzania rozmowy na dawne czasy, minione imprezy , szkolne lata czy opowiadaniu sprośnych dowcipów – wszystko po to, żeby nikt nie zapytał ją o macierzyństwo, bo wtedy murowany potok łez związanych z tęsknotą. Zdradza ją jednak to, że zdrabnia wszystkie wypowiadane słowa, więc znajomi tłumaczą jej zachowanie mechanizmami wyparcia albo depresją poporodową. Tak czy owak, podobnie jak w przypadku pierwszym, również ta matka ma spokój na okrągły rok.

Oczywiście są różne odcienie szarości – od czerni do białości. Spomiędzy tych dwóch typów, które łączy jedno wielkie poczucie winy, że zmarnowały właśnie trzy godziny z życia swojego dziecka, można wyróżnić jednostki wyjątkowe. Takie, które nie robią szopki z tego, iż są matkami, nie mając przy tym poczucia misji. Które korzystają z życia, bo wiedzą, że urodzenie dziecka przypadło na ich najlepsze lata i że wszystko da się pogodzić. I takie, które nie chcą na starość w odpowiedzi na :”Ja ci młodość poświęciłam!” usłyszeć: „A czy ja cię o to prosiłam?”.

Byłam matką typu 1., potem 2…. Teraz jestem sobą i nigdy nie czułam się tak dobrze. Matki: gólcie nogi, depilujcie brwi, wciągajcie majty a la Bridget – wychodźcie czasem z domu! Życie jest krótkie, a ja nie wierzę w reinkarnację. A wy?

60 komentarzy

  1. Ja myślę, że wychodzenia z domu trzeba się nauczyć, tak samo trzeba nauczyć się rozmawiać w towarzystwie o czymś innym niż dzieci. To trzeba gdzieś sobie w głowie poukładać, zrozumieć że nie jest się tylko matką ale też kobietą, żoną, koleżanką itp
    Ale z drugiej strony często spotykałam się z tym, że wszyscy dookoła wmawiali mi, że muszę wychodzić z domu bez dziecka i tylko wtedy będę szczęśliwsza. Teściowa od kilku lat próbuje nas przekonać żebyśmy na wakacje jechali bez syna albo żeby jechać do kina tylko we dwoje itp Czasami fajnie porobić coś bez dziecka ( i trzeba robić to bez wyrzutów sumienia) ale takie przekonanie że kobieta będzie szczęśliwa tylko jeżeli co rusz będzie wychodzić (urywać się) z domu też jest jakieś przekłamane – to tak jakby wmawiać mamą że jest jak pies na łańcuchu i musi regularnie się z niego zrywać. Wakacje z dzieckiem czy wspólne wyjście do kina na dobrą bajkę może być tak samo satysfakcjonujące jak kawa z koleżankami. Najtrudniejsze jest jednak to wszystko wyważyć – ile czasu z dzieckiem ile z koleżankami ile sam na sam z mężem a ile tylko i wyłącznie dla siebie – każdy dla swojego szczęścia ma inne proporcje i to też trzeba zrozumieć i uszanować.

  2. Znam te matki, znam :P. Sama jednak jestem matką, która ja wyjdzie z domu to zapomina, że nią jest. To moje kilka godzin i mogę nieskromnie powiedzieć, że umiem to wykorzystać :D. Tak, życie ma się tylko jedno. Jestem matką trójki, dlatego właśnie bardziej doeceniam swoje wychodne. Pozdrawiam

  3. Uważam, że każde matki powinny wychodzić z domu! Chcecie naprawdę cieszyć się rodziną… Wspaniałymi radosnymi dziećmi i fajnym mężem?? Wychodzcie z domu! A,że mąż wychodzi ze mną jest jeszcze fajniejsze. Możemy potańczyć, razem się pośmiać, napić! Mąż też potrzebuję uwagi, waszego uśmiechu z jego żartu, zainteresowanie się jego ostatnimi przemyśleniami… Takie przesadnie pielęgnowanie, zapobieganie czy chronienie dzieci przed każdym nawet malutkim złem, jak one postrzegają to w swoich oczach jest chore.
    Takie jest tylko moje zdanie, każdy może w inny sposób rozumieć takie oderwanie się od codzienności.
    Pozdrawiam wszystkie matki, które nie mają z tym problemu

  4. Ja tam zdecydowanie naleze do kategorii `matek wyrodnych` 😀 jest okazja do wyjscia? czemu nie? Czasami znajomi pytaja, kto z dziecmi zostal…jak to kto? tata! potrafil zrobic to i da rade sie nimi zajac 😉 weekendowe wyjazdy tez testowalam, bo faktycznie szczesliwa mama to szczesliwe dzieci. Kocham swoich synow nad zycie, ale czasami i ja i moi Panowie potrzebujemy od siebie odetchnac

  5. Oj tak to niestety jest, ja musialam wyjsc z domu juz 3 tygodnie po porodzie. I do tego wyjechac, na ponad 3 tygodnie (sesja na studiach a potem ospa wietrzna) kurde jak ja bym chciala miec znowu taka ospe:D

  6. Sama raczej nie imprezuję, mimo wieku wskazującego na tego typu zainteresowania, ale nawet przed zajściem w ciążę, nie imprezowałam. Za to wróciłam na dzienne studia, a Mała poszła do żłobka i widzę, że takie zachowanie według części matek jest niedopuszczalne ;D

  7. wiewiór z epoki lodowcowej – i chyba ja kiedyś nim byłam. Ale nie teraz, już nie.
    Ale na to trzeba czasu, spojrzenia z boku i czasem takiego oderwania aby dostrzec co ważne, aby poczuc, że można chciec bardziej i chciec nieco inaczej.

  8. Jak dobrze że po miesiącu od urodzenia dziecka moje kumpele wyciągnęły mnie chociaż na godzinę pod blok do knajpki, a potem regularnie dbały o to by wychodzić gdzieś razem. Niestety ja jestem wyrodną matką, nawet z pracy nie spieszy mi się do domu, wróciłam po pół roku. Przynajmniej mogę tam zjeść ciepły posiłek na siedząco. Moje dziecko ma 14 m-cy a wychodziłam wiele razy, nawet raz wyjechałam na weekend. Ale każdy powinien robić wg siebie, bo nie które kobiety są szczęśliwe jeśli siedzą w domu.

  9. powiem szczerze, że sama nie wychodzę za często aby się rozerwać. a tak na prawdę nigdy. Jednak co się dziwić. Studiuję dziennie, mieszkam u rodziców, a moje dziecko nie skończyło jeszcze roku. Kiedy nadarzy się okazja aby dorobić wyjdę na kilka godzin. Wracam a mój synek śmiejąc się krzyczy „mama mama ma”. Kiedy muszę ściągnąć buty, kurtkę, czapkę i najlepiej umyć ręce, sama już trzęsę się, żeby zrobić to jak najszybciej. Zastanówmy się chwilkę.. a może jest tak dlatego, że nie nacieszyłam się tym typem 1, 2. Wydaje mi się, że większość świeżo upieczonych mam, ma po prostu taką potrzebę. Potrzebę wyłącznego macierzyństwa, uczucia bycia niezastąpioną. Przemiany powinny zachodzić w jej naturalnym tempie. Bez niepotrzebnej presji otoczenia. Sama raz wyszłam z domu wieczorem na trzy godziny za namową znajomych i rodziny. Uwierzcie mi, bawiłam się beznadziejnie. Właściwie, jak w tekście: odliczałam czas do powrotu. Do miasta wyskakuję po artykuły dla dziecka. Ostatnio byłam na zakupach razem z synem. I to było dla mnie szaleństwo, bo kupiłam coś dla siebie. Jestem zadowolona z tego, jak jest. Jednak podkreślam, że nie zamierzać żyć tak wiecznie. Mój syn będzie rósł, a ja pragnę w tym czasie się realizować. Pozdrawiam wszystkie mamy 🙂 również te, które po prostu zapomniały 🙂

  10. Do wszystkich matek imprezowiczek:

    O ile macie faceta, nie będzie on wierny. Kiedy wychodzisz z domu z koleżankami my faceci odbieramy to jako potrzebę „skoku w bok” czym napewno odwdzieczamy się idąc z kolegami ma tzw piwo, giełdę lub jadąc na ryby.
    Świadomość popełnienia wykroczenia przez kobietę można wyleczyć tylko w ten sposób, faktem dokonanym.

    Viva la kawalerstwo!

    • Czyli rozumieć mamy, ze każde Wasze wyjście z domu, podczas gdy my, matki zostajemy z dzieckiem, to jest również wasza niewypowiedziana potrzeba skoku w bok? Wy możecie, a my mamy wręcz obowiązek zostawania z dziećmi? Podejrzewam, że nie posiadasz dzieci, i stad takie podsumowanie. Ja mam to szczęście, ze mąż wręcz doradza mi wychodzenie z domu. Chodzi tu głównie o higienę psychiczną, nas obojga.

  11. No matki! Ja tam zawsze chciałam wychodzić gdy urodziłam 1 ,2 czy 3 dziecko! A niech mąż poczuje uroki wieczornych rytuałów dzieci! I zawsze gdy wracałam wiedziałam że rytuałów nie było pozasypialni tam gdzie się bawili; ) . Nie wyobrażam odciąć się od przyjaciółek bo….mam dzieci! Na pewno nie są to częste j(akbym chciała ) wypady, ale są! I mam nadzieję że się skończą gdy już z balkonikiem nie damy rady zejść po schodach; )))) . Matki wyjdzcie do ludzi z ludźmi!!!

  12. A ja bym wyszla gdzies poszalec – tylko z kim nie ma.. A jak jest z kim to nie ma z kim dzieci zostawic -.- Poki co zostaja mi wolne zakupy i wypad do kolezanki na cherbate raz w miesiacu 😉

  13. Bardzo ważne jest, żeby nie zatracić w sobie siebie. Te nieogolone nogi o ktorych piszesz to jeszcze nic. Trzeba wymalować oko, zapodać pomadeczkę na usta. Mini , szpileczka i na miasto 🙂

  14. Szkoda że mieszkam z dala oj moich psiapsiółek ktore zawsze chetnie ze mna wychodzily na fitness, do teatu kina czy na zwykla kawe. Mieszkam teraz oddalona o 400 km i ciezko mi jest bo nie znam tu nikogo, a nawet jakby to i tak nie mam z kim dziecka zostawic. moze ktos chetny zatem na zapoznanie?
    Asia z Lublina 🙂

  15. Też nie wychodziłam z domu przez pierwszy rok. Nie mam wyrzutów sumienia, ani jest mi głupio o tym pisać ani mówić do kogokolwiek. Uważam, że jest to indywidualna sprawa. Każdy wie co jest dla niego najlepsze. Ja się wyszumiałam na młodu, teraz czas na wychowywanie dzieci. Wszystkie moje koleżanki tak samo mają. Nie widzę w tym nic złego.

  16. Szkoda mi takich mam. Niekiedy mogę zaobserwować takie sytuacje, gdzie mama boi się opuścić dzidziusia, bo ktoś z rodziny nagadał jej że do pierwszych 3 miesięcy życia dziecko przeżywa największą więź z matką i broń boże nie można wtedy zostawiać je pod opieką kogoś innego. No ale prawda jest taka, że znam takie osoby które cierpią ale siedzą niczym kwoki.

  17. Zwisa mi to i powiewa ktora jest taka madra i lubi siedziec w czterech scianach z krzyczacym malym terrorysta. Widocznie lubi dostawac za wszytsko okrzyk zlosci swojego dziecka.

  18. Przeczytałam Twój post. I mam pewne pomysły na komentarz:
    Po pierwsze to: bardzo się uśmiałam! :):):)
    Po drugie to: Współczuję takim matkom misjonarkom
    Po trzecie: Nie chce mieć dzieci
    KONIEC

  19. A ja właśnie tak uważam, że ” Szczęśliwe dziecko to szczęśliwa mama” . I jak jednej czy drugiej mamie dobrze jest zasiedzieć sie w domu i wyściubiać nos tylko do kiosku baterie do zabawki. To może dajmy im spokój. Niech sobie będą akie szczęsliwe 🙂

  20. Pamiętam jak wychodziłam pierwszy raz po za dom bez dziecka. Mega mi sie nie chciało. Tęskniłam za małą Milenką. Zal mi bylo jej zostawiac. Nie moglam w to uwierzyć że inne matki zostawily swoje dzieci (starsze swoja droga) i bawią sie w najlepsze. A ja … Taki kopciuszek.

  21. Spuszczona z łańcucha matka to nie ta sama kobieta ktora w wieku 18 lat spuscila sie sama z domu wychodzac na dyskoteke. Chyba mnie rozumiesz? Wtedy to sie robilo wszytsko czego nie bylo wolno, a matka spuszczona z lancucha. Robi wszytsko żeby zeby nie robic tego co jej sie żywcem należy! :]

  22. A jak już wyszłam na to przysłowiowe piwo kiedy Nina miała 6 miesięcy- nie mogłam oderwać ręki od pisania smsów do meza co robi mała. Nie wypiłam piwa bo karmiłam, nawet bezalkoholowego bo sie balam ze oszukuja na etykiecie ze bezalkoholowe. Cała ja

  23. Tylko że jak wychodzę z koleżankami to i tak zawsze temat sprowadza się do wszystkiego jednego – DZIECI. W zupełności rozumiem osoby bezdzietne że nie lubią towarzystw dzieciatych .

  24. Wiesz ile ja siedziałam sama w domu z dzieckiem?
    Tzn. wychodziłam z domu, ale z dzieckiem, np do sklepu czy lekarza. Ale zeby z kolezankami albo na randezwous z mezem?
    Rok!
    Pełny rok. I na dodatek miałam wyrzuty sumienia. :/ jak juz doszlo do wyjscia.
    Pewnego razu pediatra mojego dziecka zapyal mnie po kolejnym moim tempym pytaniu o zdrowie dziecka ktore zadawalam z pelnym przerazeniem
    Pytał mnie czy wychodze gdzies do ludzi bez dziecka?
    Odpowiedziłąm ze nie.
    A on do mnie że to konieczne.
    Pomyslalam ze wcina sie w nieswoje sprawy . Ale cóz . Teraz wiem że chlop mial rację .

  25. Moje koleżanki to typowe imprezowiczki nie wybaczyłyby mi siedzenia w domu z dzieckiem.
    i teraz sadze ze … dobrze ze wlasnie takie sa 🙂

  26. Wszystkie dokładnie opisałaś bo jest tak naprawdę i nie ma co tu się oszukiwać. Sama wiem po sobie. Może bez przesady ale wolałam siedzieć w domu niż gdzieś wychodzić bez konkretnego powodu. A konkretny powód u mnie to np. wuzyta u stomatologa 🙂

  27. No właśnie bo ja też byłam wszystkimi typami które opisałaś. Dobrze że dzieci szybko rosną, ja teraz wspominam ten czas i klnę na siebie jak mogłam sie tak a nie inaczej zachwowywac. Bałam sie moim znajomych zeby czasem nie zadzwonili do mnie poprosic o wyjscie poza dom. mowie tutaj o zwyklych zakupach popludniowych gdzie s w galerii. Teraz wiem ze zyje. Moje dziecko chodzi do szkoly a ja zachowuje sie jak czlowiek nie jak matka. 🙂

  28. Znam niestety takie koleżanki ktore za cholere nie pojda nawet do kina nie mowiac na impreze. Ja bym depresji dostala siedzac w domu z dzieckim calymi dniami i czekajac tylko jak maz z pracy wroci zeby zawmienic z nim dwa slowa po polski a nie tylko. oo koffane moje dziećko źlobiło kupćie :/

  29. Ja jestem na etapie zmuszania sie do ignorowanie kurzu, prania i prasowania. Wolne ma być dla mnie a nie ma odrabianie zaległości. Finał jest taki, ze nie pamietam, kiedy ostatnio obejrzałam na DVD cały film. Zapraszamy do nas

    • Tego można się nauczyć. Wiem, bo sama wyleczyłam się z obsesyjnego dbania o dom. Jak to się mówi: Ja i mój dom nie możemy wglądać równie dobrze w tym samym czasie.

  30. „(…)że dopóki ma jeszcze między piersiami medalik, a nie pępek to karmi” to się uśmiałam 🙂
    Czasami problem jest jeszcze inny, chętnie by się gdzieś wyszło ale nie ma z kim iść, brakuje koleżanek/znajomych które chętnie by wyszły same bez dzieci z domu i niestety jedyną atrakcją jaka pozostaje to rodzinne imprezy i spacery z dziećmi i mężem…

Odpowiedz