Wszystko na sprzedaż… Czyli jak reklamy wpływają na dzieci.

26

Kiedy przechodzimy obok sklepu ze słodyczami i Lenka pokazuje mi na wystawie jakiś kolorowy batonik z żądaniem „Mama, kup mi!”, nigdy nie ulegam. Jestem twarda – szukamy szybko warzywniaka i kupujemy jabłuszko, które Lenka grzecznie zjada i prosi o jeszcze…

Uwierzyłyście?! To oczywiście żart – chciałabym, żeby rzeczywistość wyglądała tak różowo. Ja na razie w takich sytuacjach zazwyczaj ulegałam, bo moje nieśmiałe próby perswazji wywoływały podkówkę na małej buzi. Na szczęście takie sytuacje miały miejsce dopiero kilkukrotnie. Lenka zazwyczaj wybierała jednak konkretne czekoladki, a ja zawsze zastanawiałam się, dlaczego. Odpowiedź znalazłam w czasie wizyty u przyjaciół. Wiecie już, że nie mamy telewizora( TELE-FOBIA ), ale to, że faktycznie nie zdobi on naszej meblościanki nie oznacza, że Lenka telewizji nie ogląda wcale. Jesteśmy częstymi gośćmi naszych dzieciatych znajomych (którzy ostatnio jakoś po przekroczeniu przez nas progu ich domu biegną szybko do salonu i wciskają guzik na pilocie), jeździmy do dziadków, rodziny. Tam właśnie Lenka ma jedyną szansę pooglądać ten kolorowy świat, w którym rzeki są czekoladowe a drzewa cukierkowe.

Tam też Lenka zobaczyła swoją nową miłość – czekoladowego, śpiewającego stworka… Dlatego mimo że na co dzień nie mam styczności z tym kuszącym światem, to z ogromną radością przyjęłam wiadomość KRRiT. Dotyczyła ona siedmiu największych nadawców telewizyjnych, którzy podpisali porozumienie zakazujące reklam niezdrowej żywności pomiędzy programami dla dzieci.

Pytacie, dlaczego mnie to cieszy, skoro nie mamy telewizora? Otóż zdałam sobie sprawę, jak silne wrażenie musiała na niej wywrzeć reklama, którą widziała może dwa, trzy razy, żeby wmówić jej, że właśnie te niepozorne cukierki czekoladowe są najlepsze. Gdybyśmy oglądali codziennie więcej reklam, to nie byłoby to zbyt korzystne ani dla zdrowia córki ani dla naszego portfela. A przecież przeciętne dziecko ogląda telewizję kilka godzin dziennie i bezwiednie chłonie wszystko, co twórcy reklam chcą mu wmówić. Ci specjaliści mają władzę, żeby sprzedać łysemu grzebień; jak łatwo idzie im więc z dziećmi…

Producenci reklam mają w zanadrzu wiele technik, żeby wzbudzić w dziecku potrzebę posiadania i dotyczy to nie tylko niezdrowej żywności, ale też zabawek. Najbardziej nachalne jest stosowanie dziecięcych piosenek i wyliczanek. A ponieważ dziecko nie zawsze potrafi rozróżnić, czy to jeszcze reklama czy już właściwy program, to w trakcie reklam nie przerywa wcale oglądania i bezwiednie chłonie przekaz: „Musisz to mieć!”.
Dodatkowo pojawianie się w reklamach postaci animowanych i wprowadzanie postaci realnych, znanych dziecku i przez niego cenionych wzmaga siłę perswazji. Dla dorosłego te chwyty są oczywiste i proste (albo jak kto woli prostackie…), ale dla dziecka, bezmyślnie wpatrzonego w migający ekran, nie filtrującego informacji jest to szalona pokusa. Oczywiście nie pójdzie ono samo do sklepu i nie kupi – i tutaj wkraczamy my.

Jakie techniki stosują dzieci, żeby namówić rodzica na szóstą lalkę czy piąty tego dnia batonik to temat na osobny artykuł. Wiem, że odmawianie to wielka sztuka, ale co nie jest sztuką w wychowywaniu dziecka? Kto z nas nie widział (albo był w centrum) sceny, w której dziecko w sklepie rzuca się na podłogę… Osobiście byłam świadkiem wspaniałej reakcji jednej mamy, która dołączyła do swojego wijącego się po podłodze dziecka i sama zaczęła wołać i udawać napad szału… Dziecko osłupiało, tak jak i całe otoczenie, ale mama była chyba przyzwyczajona do podobnych zachowań i wszystko rozładowała żartem. Osobiście nie byłoby mnie stać na taką reakcję, ale polecam – działa niezawodnie.

A nigdy nie zastanawialiście się, dlaczego dziecko otrzymując upragnioną rzecz nie bawi się zabawką tak długo, jak wskazywałaby na to jej cena albo zjada batonik i stwierdza, że wcale nie był tak pyszny, jak obiecywano? A to dlatego, że producenci reklam celowo tworzą nowe, magiczne światy ze swoim produktem, światy, w których wszystko jest możliwe, a reklamowany produkt otrzymuje nowe, cudowne atrybuty.
Wszystko po to, aby wykorzystać słabą zdolność dziecka do odróżniania świata realnego od fikcyjnego. Trzeba przyznać, że pokusy, na jakie narażone są nasze dzieci w trakcie półgodzinnego seansu z bajkami są naprawdę duże… Do tego wszystkiego dokłada się presja rówieśników – każde dziecko pragnie akceptacji i jeżeli będzie miało szansę zdobyć ją sobie poprzez posiadanie, to z pewnością nie odpuści tak długo, aż dostanie tę upragnioną rzecz.

Psychologowie radzą, żeby nie próbować blokować takich zachowań i budować na siłę i wbrew jego woli poczucia niezależności kosztem przynależności do grupy. To ogromne obciążenie dla dziecka i zwyczajowo kończy się wyrzuceniem poza nawias… To dość kontrowersyjna opinia, bo nie każdy rodzic ma ochotę i środki na kupowanie co pół roku (a czasem nawet częściej) nowego piórnika czy plecaka z aktualnie wielbionym bohaterem, nie wspominając już o tym, co potem zrobić ze stosem o twarzach Violetty czy bohaterów Sagi Zmierzch… Wybór należy do was; ja na razie nie mam tego problemu, a kiedy się pojawi zachowam się jak Scarlet O’Hara: „Pomyślę o tym jutro”.

Spytacie pewnie, co w takim razie zrobić, żeby zatrzymać to błędne koło. Oczywiście namawiam do kontrolowania tego, co dziecko ogląda w telewizji i do poświęcania dziecku tak dużo czasu, jak to tylko możliwe. Oglądać też się trzeba nauczyć – dziecko musi wiedzieć, gdzie przebiega granica i że wszystko, co ogląda, jest światem stworzonym dla zabawy, a nie wartością samą w sobie.

26 komentarzy

  1. Lubię czytać Twoje tak pouczające posty! Chcę ich więcej i więcej. Brawo, brawo. Z lekkością i humorem podchodzisz do wszystkich kwestii

  2. Przecież dzieci to małe głupiutkie istotki które we wszystsko wierzą i najlepiej wszystko chcą mieć. Sztuka to im wytłumaczyć co jest dobre a co złe i nie ulegac ich grymasom przed kasą sklepową.

  3. Pouczający wpis. Czasem nie wiemy jak jestesmy manipulowani przez tv, a już napewno nie wiedzą tego nasze dzieci. sza po baaa za post naprawde!

  4. U nas w domy też nie mamy telewizora :] i dobrze nam z tym! i nie dlatego że nas nie stać. Denerwuje mnie ciągłe gadanie i hałas

  5. No niestety żyjemy w takich czasach że trudno odgonić się od reklam. Najbardziej na tym cierpią rodzice i ich portfele. Dlatego może warto wyjechać za miasto np. w góry tam nie ma bilbordów z twarzą korzuchowskiej i ludzi rozdających ulotki …

  6. katarzyna on

    najgorsze jest kiedy z firmu na ktory czekalam caly tydzien i za ktory zaplacilam smsem, i na ktory mam przeznaczona godzine do ogladniecia bo na wiecej nie mam czasu – robi sie dwugodinny film bo jestem zmuszona ogladac w nim reklamy !!!! itak nigdy nic nie kupie np . z reklamy apartu czy wakacji z dennego biura podrozy – jestem tylko wscikla ze nikt nie liczy sie z moim cennym czasem i pieniedzmi ! bo czas to pieniadz!

  7. dzieci sa bardzo podatne na reklamy, zwlaszcza te w telewizji, te ktore puszczane sa miedzy bajkami.
    dlatego nie cierpie zabierac dzieci na zakupy . zawsze slysze wtedy „mama a kupisz mi te cukierki – w telewizji mowili ze maja witamine C ” – :/

  8. Trzeba przyznać że niektóre reklamy robione są super i trudno się oprzeć jakims pokusom .

  9. Pamietam, ze jak bylam mala to w telewizji pojawily sie pierwsze reklamy. Tata mi opowiada, ze zawsze wpatrywalam sie w nie jakbym byla w hipnozie. Na koniec zawsze krzyczalam: „Tato tupis?”. Zawsze odpowiadal, ze tak jednak ponoc raz powiedzial, ze nie kupi i zrobilam paniczna awanture. Chcialabym uniknac takich scen z moim dzieckiem… Tylko jak to zrobic w obecnych czasach…

  10. Popatrzmy na to z innej strony. Bez reklam nie wiedzielibyśmy o nowościach i żylibyśmy jak flinstonowie. Za duzo reklam wiadomo ze nie za dobrze, ale jesli kupujemy z glowa i umiarem chyba wszystko jest dla ludzi.

  11. fajny wpis. przeczytałam cały. szacunek dla Ciebie za brak telewizji. Lenka nie prosi się o tv pod choinkę?

  12. 2 telewizory, 3 komputery, 1 tablet, 4 telefony komórkowe. Jak tu żyć bez mediów …

  13. Właśnie pod choinkę z mezem chcemy kupic sobie telewizor. Nie mamy dzieci ale jestem w ciazy i po rozwiazaniu stwierdzialm ze przyda sie dziecku. Nie wiem czy to dobry pomysl. zjadacz czasu ale juz postanowione!

  14. Nie jest łatwo zachęcić dziecko do słuchania jak czytam mu książke, kiedy ma się w domu telewizor gdzie wszystko jest kolorowe i ładnie śpiewa.

  15. My też nie mamy telewizora. Nie wiem skąd moje dzieciaki wiedzą tak świetnie o nowościach na rynku …

  16. To co najbardziej denerwuje mnie w telewizji to REKLAMY! Cóż że zawsze wtedy przełączam na inny kanał jak tam też lecą w kółko.

  17. Zawsze jak moja Ania chce mnie namówić na coś słodkiego w sklpie co widziała wczesniej w reklamie mowie jej że w telewizji klamią i ze jest to niezdrowie. Oczywiscie ze nie skutkuje ale chociaz czasem nie ulegne

  18. Ciężko jest wychowywac dzieci. Brak czasu, ciagle gonitwa niewiadomo gdzie i poco .Telewizor swietnie sie sprawdza kiedy mam zrobic obiad czy posprzatac. Dzieciaki zasiadają na dywanie i ogladaja bajki i reklamy oczywiscie. Ja mam tylko wtedy godzinke wolna!

  19. Otóż my też nie posiadamy telewizora. Nasz mały Bartuś ogląda tyle ile mu pozwolimy w komputerze. Tam jednak też reklam jest bardzo duzo. No coz w takim zyjemy swiecie. Firmy ktore sie reklamuja tez musza jakos zaistniec na rynku. Prowadzimy sklepik osiedlowy i tez chcemy zarabiac na slodyczach i innych produktach. Dzieki reklamom my mamy z czego zyc

  20. Bardzo mądry wpis! Mamy w domu 2 telewizory. JA nie ogldam zbyt czesto bo nie mam czasu maz tylko po pracy , dzieci chetnie. Z tymi reklamami to przesadzaja, wszedzie ich duzo…

  21. Jejku, a myslalam, ze tylko my tych czasach nie mamy telewizora 😀 Brak telewizora to blogoslawienstwo i nauka spedzania czasu kreatywnie. Bardzo madry i dobrze przygotowany wpis :*

  22. Ja osobiście polecam nick junior tam niema reklam a bajki są odpowiednie dla przedszkolaków. Pozdrawiam

Odpowiedz