Żyję, ale co to za życie… Zobaczcie, jak wygląda mój dzień

51

Każdego dnia wstaję podwójnie. Pierwszy raz rano, bo odprowadzam dziecko do przedszkola; drugi raz też rano, z tym że bliżej temu rankowi do południa niż świtu. Nie wiem, czy któraś matka pracująca w domu nie odsypia tak wczesnej pobudki. Ja odsypiam.

Potem śniadanie – obowiązkowe, bo jakie śniadanie, taki cały dzień. Tosty z masłem i dżemem, ewentualnie syropem klonowym, kanapka z pasztetem i keczupem, kawa rozpuszczalna ze śmietanką. Pieczywo to podstawa. Dżem i syrop klonowy dostarczają niezbędnej porcji cukrów, od których mam kupę. Energii oczywiście. Pasztet z kolei to mięsko, a mięsko=białko, od którego rosną mięśnie. Wiadomo również, że mięśnie mogą też urosnąć z tłuszczu, więc grubasy na siłowni mają zadanie ułatwione. Szkoda że do nich nie należę. Keczup to jedna z wymaganych 5 porcji zalecanych warzyw. Jego zaletą jest też, że zawiera czasem więcej selera niż pomidorów, więc w jednej kropli mamy w sumie 2 porcje. Bez kawy nie ma kołaczy, a dla tych, co jej nie lubią, mam radę: dajcie więcej śmietanki. Nie wyczujecie smaku kawy. Do tego śmietanka to samo zdrowie: wapń i białko.

Po takim śniadaniu to człowiek ma energię. Sprawdzam więc, co w domu piszczy i czy nowa gosposia się sprawdza. Naprawdę nie wiem, po co ją zatrudniłam, skoro takie sprawdzanie zajmuje tyle samo czasu, co sprzątanie mojego domu, czyli jakieś dwie godziny. Zanim obejdę wszystkie kąty, ostro głodnieję, nie wiem czemu, skoro śniadanie takie pożywne… Zatem wrzucam do żołądka, co tam mam pod ręką: drożdżówka z kakałem, herbatę z prądem, tfu, sokiem malinowym. Kakao zawiera ogromne ilości magnezu, bez którego nasz muzg nie fukjconowuje jak tszeba. Bes magnesu nasz mózg nie ma energji rzeby poprawnije…fukcjonował. Wyztarczy taka odrobina kakało, jaką cukiernicy dają do drożdżówek, odmierzając tę ilość podobno za pomocą paznokcia swojego małego palca. Herbata z prądem, tfu, sokiem działa podobnie jak kawa, z tym że nie trzeba wydłubywać fusów z zębów.

Po takiej ilości magnezu mogę już zasiąść do pracy. Macham szybko ze trzy teksty, wybieram pierwsze lepsze zdjęcia z aparatu. Całe szczęście mam talent i szybko mi idzie. Zdjęć też nie muszę jakoś specjalnie przygotowywać – do tego też mam talent. Teksty same się piszą, a w międzyczasie zerkam, kto wyleciał z tańca z gwiazdami na Jamniczku czy innym pudelku. Nigdy wam nie mówiłam, ale to tam szukam głównych inspiracji. Bo te portale to samo życie. Drugą wielką inspiracją są „Pamiętniki z wakacji”. Tylko dla nich zastanawiam się ostatnio, czy nie kupić telewizora. Ponieważ teksty nie są tak absorbujące i łatwo idzie, sprawdzam sobie ceny telewizorów. E, za tanio. Poczekam aż podrożeją. I przy okazji poszukam, co tam w ogóle na allegro, skoro już sprawdzam telewizory. Od tego zajęcia odrywa mnie jakaś myśl. Jakiś dręczący problem. Aha, wiem. To głód. Pora na obiad.

Dziś chińszczyzna. Otwieram więc torebkę, wybieram na chybił trafił z szafki. Makaron oczywiście wysypuje się na blat. Szukanie między nim saszetek z przyprawami i oliwą przypomina szukanie igły w stogu siana. Mimo wszystko, temu, co wymyślił to danie, powinni dać kulinarnego nobla. Nota bene zawsze myślałam, że nagroda Złotych Malin przyznawana jest najlepszym daniom, dopóki nie dowiedziałam się, że jej laureatem jest mój ulubiony film czyli „Kac Wawa”. Przecież ten film to samo życie – jak tylko jadę do znajomych do Wawy mamy dokładnie taki sam scenariusz wieczoru…

Ale wracając do obiadu: nie wiem, kto wymyślił otwieranie tych torebek, ale jemu z kolei powinni dać ostrego kopa. Kopa do zabrania się do roboty, żeby poprawił, co spartaczył. Bo nie dość, że cała ta pyszna oliwa zostaje na palcach zamiast w zupie, to jeszcze trzeba użyć do tego zębów, przez co potem przez pół dnia czuję się, jak po chrzcie kolonijnym, gdy kazali jeść pokrzywy (bo preferuję oczywiście zupki ostre).

Dobra, w końcu zjadam. Ledwo zdążę posprzątać kuchnię po tym gotowaniu, wpada Lenka. Kochana dziewczynka, mama pokazała jej tylko dwa razy drogę z przedszkola i sama wraca już do domu. Na szczęście skrzyżowanie nie jest duże, a ona w wieku trzech lat zna się na kolorach świateł, bo dzięki Bogu nie odziedziczyła po mnie daltonizmu. Lenka zabiera się za zabawę, a ja w końcu mam czas dla siebie więc odpoczywam.  Ponieważ jestem styrana, proszę swoje dziecko, żeby zrobiło mamie herbatkę. Na szczęście sprytnie zakupiłam jej ćwiczebny mini-zestawik herbaciany. Biedna myślała, że to zabawka, podczas gdy faktycznie kształciła się w podawaniu zmordowanej matce kubka herbaty. Nie powiem, było kilka wypadków przy pierwszych próbach, ale rany szybko się goją i dziecko już nawet tak bardzo nie narzeka na ból paluszka. Zresztą znalazłam świetny sposób na taki paluszek, zobaczcie. KLIK

Picie herbaty przerywa mi przyjście gosposi i niani w jednym. Naprawdę nie wiem, jak ta dziewczyna ogarnia cały teren i dziecko za jednym posiedzeniem. No ale w końcu studiuje pedagogikę dzienną, to musi gdzieś nałapać tej praktyki, bo życie matki to nie jest łatwy kawałek chleba. Same widzicie, jak wygląda mój dzień. Tylko robota i robota…

Niania jest jak tajfun, schodzę jej grzecznie z drogi i udaję się do moich prywatnych apartamentów. Blogowanie to nie jest łatwy kawałek chleba, kładę się więc na łóżku i myślę nad następnymi krokami, tematami, projektami. Kiedy wykończona kończę tę pracę, jest w końcu wieczór. Spędzam go z bliskimi – włączamy sobie wiadomości i wspólnie patrzymy, jak rośnie bezrobocie choć nikomu w kraju nie chce się robić. Po wiadomościach wspólnie odrabiamy z Lenką zadania, które dostała w przedszkolu – od małego trzeba dawać dziecku dużo zajęć, inaczej nici z jej rozwoju. Nie można marnować czasu. Ja nie marnuję. Dlatego teraz nie muszę przygotowywać kolacji, tylko zjadamy szybko to, co nagotowała gosposia. Ot, lekka kolacyjka, prosta: gazpacho, suflet i knedle z truflami. Trzeba się najeść, bo następny posiłek dopiero jutro późnym rankiem. Czy raczej przedpołudniem. Jak pomyślę, ile jutro roboty, to same oczy się kleją…

 

Kombinezon: Mosquito.pl

51 komentarzy

  1. Niewiem czy ta osoba sie rzali ze jest tak beznadziejna osobom pozbawionom radosci i sesu zycia a ztego co napisala ma wspanialom cureczke madrom wiec warto stworzyc piekne radosne zycie w spulne i wszystko wtedy ma ses a jak nie to cza pomyslec nad leczeniem depresji zeby na wszysto nie szok co to za zycie .

  2. Nie wiem co w tym śmiesznego… To raczej żałosne. Błąd na błędzie… żenada. Płaskie poczucie humoru. Grafomania…

    • Mowisz o tym? Herbatka z prądem tak działa kochanie…
      „Zanim obejdę wszystkie kąty, ostro głodnieję, nie wiem czemu, skoro śniadanie takie pożywne… Zatem wrzucam do żołądka, co tam mam pod ręką: drożdżówka z kakałem, herbatę z prądem, tfu, sokiem malinowym. Kakao zawiera ogromne ilości magnezu, bez którego nasz muzg nie fukjconowuje jak tszeba. Bes magnesu nasz mózg nie ma energji rzeby poprawnije…fukcjonował. Wyztarczy taka odrobina kakało, jaką cukiernicy dają do drożdżówek, odmierzając tę ilość podobno za pomocą paznokcia swojego małego palca. Herbata z prądem, tfu, sokiem działa podobnie jak kawa, z tym że nie trzeba wydłubywać fusów z zębów.”

  3. Ciocia Nati on

    Uśmiałam się ,przepraszam 🙂 udany tekst ! Udostępniam,niech inni poczują klimat dnia z życia matki 😀 🙂

  4. Ach to blogerskie życie! Haj lajf, tylko trzeba uważać, żeby cennik reklamowy nie wypłynął :D:D:D To też bym uwzględniła w planie dnia, no chyba, że gosposia ogarnie 🙂

  5. Samo życie… tylko jeszcze seriale! Musi się przecież matka blogerka na życiu znać. Jak nie ma TV to przynajmniej w internecie powinna pracę domową odrobić. najlepiej cały sezon za jednym zamachem 🙂

  6. Zobaczyłam zdjęcie i tytuł. Wchodzę poczytać i po pierwszym akapicie już boki zrywam 😉 A na koniec tarzam się ze śmiechu po podłodze 😉 Ty to masz ten dar do pisania z jajem 😉 Uwielbiam te Twoje teksty!

  7. Uwielbiam! Albo nie… zacytuję Korę: „Kocham, kocham, kocham! ” Twój post i żart mojego partnera to dwie rzeczy, które mnie dziś rozśmieszyły. A żart był taki, że dostałam kwiaty. .. i o mało co nie dostałam zawału! Nigdy, ale to nigdy mi ich nie dał. Nie narzekam bo dostaję za to ciekawe prezenty no ale kwiaty zawsze mi się marzyły … Tak więc jesteśmy razem kilka lat, mamy cudowną córkę a ślubu nigdy nie planowaliśmy. To wyobraź sobie co ja pomyślałam jak go zobaczyłam! 😉 Ale aż tak daleko to się w żartach nie posunął, po prostu dostałam kwiaty; ) Taki Prima aprilis to ja rozumiem 🙂

  8. prima aprillis Kinga , nie dałam się nabrać, od razu coś mi tu „śmierdziało” podstępem 😀

  9. Lubisz czy nie lubisz ostre zupy? Co ja już nie wiem kiedy Ty powaznie piszesz a kiedy sobie jak to mawia moja córka „ŻARTY STROISZ” :)?

  10. „To będzie piękny dzień
    To będzie dobry dzień
    Dzień bez ściem
    Oszczerstwa i niedomówień
    Bo wszystko to co złe, jest gdzieś daleko hen
    Dzisiaj jest ten błogosławiony dzień
    Ja dotykam nieba dzisiaj, czuję się wolny jak ptak
    Jestem lekki choć problemy przygniatają mnie o tak
    Ja wyrastam ponad tłumem jak na skale polny kwiat
    Dziś niczego, niczego mi nie brak
    O nie, nie, nie, nie” …………………………………..
    Kto wie co to za tekst piosenki? Tak mi sie własnie przypomniało aptopos dnia

  11. Nie uwierzysz ale teraz dzieki Twojemu wpisowi zorientowałam się co to za dzień dziś mamy. Heh taka zamotana matka jestem ze nie wiem w jakim dniu żyję i świecie hehe

  12. Ja też od rana do wieczora tylko robota i robota. A mówią że polakom pracować sie nie chce, jak zarówno Ty jak i ja to największy przykład roboli 😉

  13. A mnie dziś mąż tak w konia zrobił, że cały dzień się z siebie śmieję jak mogłam w to uwierzyć. Dobrze że to proma aprilis

  14. Co za książkę czytasz??? Ale teraz na poważnie bo tesknie za Twoimi recenzjami, wszystko przeczytalam co polecalas i chce żebyś coś znów poleciła 😀

  15. A ja tam pijam kawe ze smietanką. A raczej jak napisałas smietanke z kawa i kolo kawy to to w ogole nawet nie stalo, nie mowiac ze smakuje jak kawa. A dobrze mi z tym pupcia rosnie ;p

  16. A Ty znów o tym jedzieniu…. Idz na diete jakas bo od tego jedzenia przytyjesz w koncu !!!!!! :P:P:P:P:P

    • A głodnemu chleb na mysli. Ona ciagle o jedzeniu bo ciagle glodna chodzi. Popatrz jaka szczupla, pewnie dlatego ze nie je tylko mysli co by tu zjesc , a jak juz wymysli to sie ciemno robi i spac isc trzeba

      • Się Was wszystkie dziś żarty trzymają no popatrz Kingo co zrobiłaś z ludźmi :]

  17. Moje życie codziennie to jakis koszmar. Ale teraz na serio bez proma aprillis. Mam wrazenie ze kazdy dzien jest taki sam. I ze nic mnie juz lepszego nie spotka. I ze zamiast gonic marzenia utkwilam gdzies w martwym punkcie i wstreptej pracy.

  18. Też jestem blogerką amatorką. Daleko mi do Twojego bloga. Trzymam za Ciebie mocno kciuki , oby tak dalej.

  19. wandocha on

    Od razu wiedziałam że coś dziś wstawisz żeby się po pierwsze pośmiać a po drugie zaciekawić. A ten kombinezon to na prawde z mosquito czy jaja sobie robisz? 🙂

  20. angelika on

    Świetnie wyglądasz. A post aprillisowski pasuje jak ulał . Ulał no własnie dzis cały dzien leje 🙁

  21. Ciężkie życie Blągerskie. Moja gosposia dziś cały dzień specjalnie dla mnie pierożki lepiła. Niania na cały dzień wzięła dziecko na spacer żebym w końcu mogła mieć dzień wolnego. Jutro Pani przyjdzie umyć okna na święta, a fotograf zrobi mi zdjęcia do nowego postu. Mam też pisarkę zatrudnioną na etat, codziennie po 8 godzin siedzi nad kartką papieru i bazgroli ceregiele żebym mogła jednym kliknięciem wstawić do wpisu a kaska leci he jak manna z nieba. 😉 My to mamy nudne życie 😉

  22. Cha cha, dobra jesteś! Ciesz się, że nie musisz jeszcze jak ja do roboty na 8 godzin zasuwać. Ale wiesz ja seriale „Dlaczego ja?, „Ukryta prawda” i ” Trudne sprawy” mam w robocie na codzień. I wcale nie muszę kupować telewizora 😉

  23. Pięknie uczciłaś Kochana to dzisiejsze święto 🙂 😀
    jakby tak chociaż ta gosposia i ten powrót do łóżka był realną opcją – to o ile by nam fajniej było !

  24. Angelika on

    Wyczuwam odrobinę prima aprillisowego żartu 😛 A przynajmniej mam taką nadzieję! 🙂 Pozdrowienia

Odpowiedz