Dzieci z chmur

52

Doskonale pamiętam każdy szczegół z dnia, w którym na świat przyszła moja córka. Dobrze zapamiętałam też kobietę, która leżała na łóżku obok mojego. Kiedy ja tuliłam Lenkę, ona nie przejawiała najmniejszego zainteresowania swoim synem, bo już na początku ciąży zdecydowała, że mały nie wróci z nią ze szpitala do domu. Wtedy, dwa lata temu, byłam zszokowana,  dzisiaj trochę inaczej postrzegam kobietę, która chwilę po porodzie, jednym podpisem zrzekła się praw do swojego dziecka. Wiem, że dojrzała i,  w tej sytuacji, najlepsza z możliwych decyzja tej matki,  dała maleństwu szansę na normalną, kochająca rodzinę. Wiem też, że może  tego dnia ktoś,  kto prawdopodobnie od wielu miesięcy nawet na chwilę nie rozstawał się ze swoim telefonem, odebrał go i dowiedział się, że właśnie przyszło na świat jego „ dziecko z chmur”.  Nowa mama nie nosiła maleństwa pod sercem, ale prawdopodobnie przez wiele lat nosiła go w sercu.

DZIECI-Z-CHMUR

„Dzieci z chmur” to książka, którą dzisiaj chcę wam polecić.  Mądra i szczera do bólu opowieść o trudnej drodze do bycia rodzicem i dojrzewaniu do decyzji o adopcji.   Nie jest to typowy poradnik, autorki- matki adoptowanych dzieci,  nie wskazują jedynej dobrej drogi,  ale  dzielą się swoimi doświadczeniami, pokazują inne oblicze rodzicielstwa i  tylko podsuwają rozwiązanie warte rozważenia.

„Decyzje dojrzewają jak owoce. Czasami słońce im sprzyja i rosną szybko, czasami jednak brak światła spowalnia proces. Nic tu nie da chemiczne przyspieszenie. Każdy owoc musi dojrzewać w swoim tempie. Tak samo dojrzewa decyzja o adopcji – u obojga małżonków.’

Autorki podjęły temat bliski tysiącom par, jednak nie skupiają się tylko na szczegółowym opisie swojej drogi do macierzyństwa. Opisują swoje emocje i najważniejsze wydarzenia,   ale też  burzą wiele mitów i stereotypów związanych z adopcją. Bo przecież każdy z nas wie, jak wiele dzieci w domach dziecka czeka na rodziców. Jednak już nie wszyscy słyszeli, że tylko garstka z nich to dzieci wolne prawnie, czyli takie, których biologiczni rodzice zrzekli się lub zostali pozbawieni praw rodzicielskich. To właśnie dlatego, mimo iż domy dziecka są pełne, przyszli  rodzice adopcyjni  po zakończeniu procesu adopcyjnego, miesiącami czekają  na ten najważniejszy w ich życiu telefon. Mówi się też, że nikt nie chce pokochać nastolatków, że wszyscy chcą adoptować noworodka. To też nie jest prawdą, która w tym przypadku jest znacznie bardziej skomplikowana. Jak bardzo? Odsyłam do książki.

Cierpienie, oczekiwanie, niepewność – czy tak powinna wyglądać droga do macierzyństwa? W przypadku autorek tak się stało, na szczęście na końcu ich historii czekała ogromna i niewypowiedziana radość. Ale czy na tym koniec? Czy my sami nie czujemy się niezręcznie, kiedy dowiadujemy się, że dziecko jest „niebiologiczne”? Czy sam ten termin nie jest wyjątkowo nietrafny?.. Książka nie ma ambicji poradnikowych, aczkolwiek może stanowić pewną formę terapii – nie tylko dla autorek, również dla tych, którzy czasem nie dość wyraźnie dostrzegają swoje dzieci. Bezdzietnym, pragnącym potomka parom nie trzeba polecać tej pozycji – to dla nich lektura obowiązkowa.  Ale nie tylko dla nich – matka, która ma to szczęście, że w jej domu biega już mały człowiek, po przeczytaniu tej książki, bardziej doceni to, czym obdarował ją los.

Problem ukazany w Dzieciach z chmur może niektórych odstraszyć, szczególnie kobiety namiętnie czytające pełne dobrych zakończeń powieści z serii american dream. Sama sięgnęłam po tę książkę z rozmysłem, zainteresowana tematem, choć nieświadoma ogromu emocji, które przyniesie mi lektura. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo otworzy mi to oczy. Ale warto, bo to książka dla tych, którzy idąc za przewodnikiem wybierają sobie własne ścieżki i którzy nie wierzą w to, że zamykając oczy sprawiamy, że coś znika .

52 komentarze

  1. Czytam i bardzo interesuję się tematyką adopcji. Dzieci z chmur czytałam.
    Książka jest świetna…
    Jestem psychologiem, rozmawiam z ludźmi którzy pragną
    adoptować dzieci.
    Jest to rozległy i ciężki temat.
    Powodzenia wszystkim.

  2. adopcja to nie jest tak że wybieramy dziecko najpiekniejsze, najzdrosze i takie najlepiej ktore podobe jest do przyszlych rodzicow. prawo jest inne a dzieci to nie przedmioty z polki sklepowej ktore mozna sobie najpierw obejrzec i wybrac. jesli ktos mysli inaczej to jest w bledzie. mam w rodzinie przypadek adopcji i wiem z czym to sie wiaze. powodzenia dla wszystkich ktorzy sie zdecyduja

  3. to jest taka latwa sprawa! trzeba czekac kilka lat i byc pod stalym nadzorem psychologa. trzeba byc silnym i cierpliwym. podziwiam i zazdroszcze tym ktorym sie udalo

  4. biedne dzieci z domów dziecka i rodzin zastepczych, nie bede czytac tej ksiazki nie chce sie badziej dolowac losem tych niewinnych

  5. Ja bym w życiu się nie zdecydowała adoptować dziecko!!! Może miałabym inne zdanie jakbym nie mogła miec dzieci ale na szczescie mam to szczescie i moge.

  6. adopcja to ciężki temat.
    u mnie w rodzinie mamy dziecko adoptowane i aż za serce chwyta, kiedy się na niego patrzy.
    jestem pełna podziwu dla ludzi którzy się decydują wziąć na swoje barki taką odpowiedzialność…

  7. Mam to szczęście, że zostałam wiele lat temu adoptowana. Mówię, że to szczęście bo nie mogłam trafić lepiej. Mam kochających rodziców, którzy zapewnili mi wszystko czego potrzebowałam do szczęścia. Adopcja może być piekłem , ale wcale nie musi

  8. Kiedy dowiedziałam się że nie mogę mieć dzieci natychmiast wiedziałam, że zdecydujemy się na dziecko adoptowane. Nie było łatwo, ale teraz kiedy mamy już córeczkę wszystkim mówię że warto było czekać. na jest nasza i nie ma dla mnie znaczenia że urodziła ją inna kobieta. Książkę czytałam. Też polecam

  9. Moi rodzice zdecydowali się na adopcję chłopca kiedy jak byłam już dużą dziewczyną. Chłopak, którego nie chcę nawet nazywać bratem, zmienił nam życie w piekło. Nie mam dzieci ale jeśli okaże się, że nie mogę ich mieć to na adopcje nigdy się nie zdecyduję.

  10. Czytałam. Kobieta ktora ma dziecko, nie zrozumie tej książki tak jak osoba, która nie może go mieć.

  11. Ładnie napisane. Zachęciłaś mnie do przeczytania książki. Mam dwoje dzieci ale może po tej lekturze bardziej docenię to co mam.

  12. Smutna książka, ale dająca nadzieję. Poleciłam ją kiedyś mojej siostrze, która wiele lat starała się o dziecko. Nie zdecydowali się na adopcję a biologicznych dzieci też nadal nie mają. Chyba więc nie każdy może odnaleźć w sobie miołść do dziecka innych ludzi

    • Mamy córkę adoptowaną i biologiczną i obie kochamy tak samo mocno ! Adopcja to wyjątkowe przeżycie !

Odpowiedz